Trzeba to zrobić niezależnie od tego, że jest to o sto przypadków mniej niż rok wcześniej. Ale wciąż mówimy o setkach dzieci, które chciały przestać żyć.
- Tylko w naszym regionie jedenaścioro nastolatków skutecznie odebrało sobie życie.
A listopad zamienił się w czarny miesiąc, w którym ginęły dzieci z Pucka, Czarnego i Tczewa: 15-letni chłopiec, 13-letnia dziewczynka, 11-letnie dziecko. Jedenaście lat. To nie jest statystyka, to krzyk rozpaczy.
Jest jeszcze jedna liczba, która powinna bić na alarm.
- W Polsce w ciągu 12 lat liczba prób samobójczych wśród nieletnich wzrosła o ponad 5,5 raza.
Piszemy o tym w najnowszym wydaniu tygodnika „Zawsze Pomorze”. Nie chcemy stać z boku i być obojętnymi.
Najbardziej niepokojące jest to, że coraz częściej wiemy, co było w tle. Analizy przeprowadzone przez Kingę Szostko z Fundacji Prospołeczna – jak dowiedziała się nasza publicystka Dorota Abramowicz – pokazują, że w ostatnich tygodniach życia tych dzieci towarzyszyły im aplikacja społecznościowa i algorytmy. Nie neutralne, nie obojętne, ale podsuwające treści rezygnacyjne, beznadzieję, oswajające śmierć.
To właśnie na Pomorzu, po listopadowych tragediach, padła propozycja, by ograniczyć dzieciom dostęp do mediów społecznościowych – wzorem Australii. I nagle okazało się, że to, co jeszcze niedawno było „zamachem na wolność”, obecnie ma ogromne poparcie społeczne. Tylko 12,3 procent Polaków sprzeciwia się zakazowi korzystania z social mediów przez dzieci do 15. roku życia. Myślę, że to dobry prognostyk, instynkt samozachowawczy społeczeństwa.
Od blisko czterech lat nasza redakcja prowadzi akcję społeczną „Ratujmy nasze dzieci – walczymy o pomoc psychiatryczną dla najmłodszych”. Napisaliśmy i opublikowaliśmy blisko sto tekstów. Rozmawialiśmy z ekspertami, lekarzami, rodzicami. Naciskaliśmy na polityków. I tak – coś się zmienia. Ale zbyt wolno. Zdecydowanie zbyt wolno. A w międzyczasie wciąż tracimy młodych ludzi.
Bo nie da się tej fali zatrzymać jednym ruchem. To musi być współpraca: rodziców, którzy zauważą; szkół, które zareagują; policji, która nie zbagatelizuje sygnałów; samorządów i państwa, które zapewnią dostęp do specjalistów. System wczesnej interwencji musi działać w małych miejscowościach, w powiatach, w szkołach.
Te dane są czerwoną lampką, która miga od dawna. Dlatego do skutku będziemy kontynuować naszą akcję społeczną na rzecz bezpieczeństwa najmłodszych obywateli. Dzieci nie mogą czekać na lepsze czasy, nowe kadencje, nowy budżet i kolejne strategie. Bo w tej sprawie lepiej zapobiegać niż liczyć kolejne ofiary. Ratujmy nasze dzieci.























Napisz komentarz
Komentarze