Morze w polskiej historii zawsze było ważne. Przez wieki wyczekiwane, wywalczone w gabinetach Paryża i odzyskane dopiero wtedy, gdy państwo miało już dwa lata. Pomorska droga do Rzeczypospolitej była dłuższa, bardziej kręta i trudniejsza niż gdzie indziej.
„Droga do morza prowadzi przez serca Kaszubów” – pisał Aleksander Labuda i trudno o zdanie, które lepiej streszcza sens wydarzeń z 1920 roku. To nie tylko decyzje mocarstw i podpisy przywódców światowych. To również wybór ludzi, którzy mogli wahać się, kalkulować, czekać. A jednak opowiedzieli się za Polską – Kaszubi, Kociewiacy, Pomorzanie.
Działacze: Antoni Abraham, Aleksander Majkowski, Franciszek Kręcki, wiedzieli, że państwo bez dostępu do morza będzie zawsze państwem niespełnionym i zamkniętym. Na szczęście, właśnie w roku 1920 odrodzona dwa lata wcześniej Polska poszerzyła swoje granice o wschodnie Pomorze – niestety bez obszaru Wolnego Miasta Gdańska – przyznane jej rok wcześniej na konferencji w Paryżu wieńczącej I Wojnę Światową. Państwo polskie uzyskało tym samym dostęp do Bałtyku i objęło nasz region polską administracją.
II Rzeczpospolita postawiła na przyszłość. Rządową decyzję o budowie portu w Gdyni podjęto jeszcze jesienią 1920 roku – w pierwszym etapie zaplanowano stosunkowo prostą, tymczasową przystań o konstrukcji drewnianej. Ale dopiero 23 września 1922 roku Sejm przyjął ustawę upoważniającą rząd do budowy portu w Gdyni, naszego okna na świat.
Port, flota, szkolnictwo morskie, marynarka wojenna. To stało się trampoliną do rozwoju gospodarki morskiej, infrastruktury, przewozów, edukacji i przemysłu. Gdynia z rybackiej wioski stała się miastem aspiracji. Miastem, które nie oglądało się za siebie, tylko patrzyło przed siebie.
Dziś, sto lat później, znów stoimy na brzegu historii – niespokojnej, pofalowanej, pełnej nieprzewidywalnych prądów. Dlatego pytanie o morze nie jest pytaniem o przeszłość. Jest pytaniem o bezpieczeństwo, o rozwój, o nasze miejsce w Europie i świecie. O to, czy potrafimy strzec tego, co zostało nam dane i wywalczone.
W tym świętowaniu warto więc pamiętać nie tylko o banderach i dźwiękach hymnu, ale także znaczeniu Kaszubów w tej historii. Mieli oni ogromny wpływ na tożsamość Pomorza i jego subregionów oraz wzmocnienie poczucia identyfikacji. To moment, by oddać hołd tym, którzy nie tylko otworzyli Polsce okno na świat, ale też nauczyli ją z tego okna korzystać.
Niech te jubileusze będą wiatrem w żagle odwagi, aspiracji i rozwoju. A Gdynia – stuletnia, a wciąż młoda – niech pozostanie symbolem tego, że kto chce płynąć daleko, musi patrzeć przed siebie. Trzeba to dziedzictwo nie tylko utrzymać, ale też rozwijać. To zadanie dla obecnego i kolejnego pokolenia Gdynian, mieszkańców Pomorza, ale też rządu oraz samorządu.























Napisz komentarz
Komentarze