Kiedy się pan dowiedział, że podstawą do założenia panu Pegasusa były fałszywe doniesienia Osobowego Źródła Informacji [OZI], którym okazał się prezes Sopockich Kortów Tenisowych?
Nabrałem takiego przekonania kiedy w jednej z lokalnych gazet sympatyzujących z Prawem i Sprawiedliwością, a jednocześnie blisko współpracującej z Sopockim Klubem Tenisowym, ukazał się artykuł oskarżający mnie o przekroczenie uprawnień, przy nagłym zaproszeniu ówczesnego przewodniczącego Rady Europy, Donalda Tuska, na – jak to określono – „wiec polityczny”. Tak naprawdę chodziło o spontaniczną manifestację mieszkańców Gdańska, czy szerzej – Trójmiasta, po śmierci Pawła Adamowicza. Wszyscy pamiętamy tamten dzień, jakie towarzyszyły temu emocje i rzeczywiście, w trybie ekstraordynaryjnym, poprosiłem pana przewodniczącego, żeby przyjechał do Gdańska. Nikt z zewnątrz nie wiedział o tym, że to zaproszenie było wysłane przeze mnie. Kiedy więc przeczytałem o tym w medium związanym z SKT, zacząłem podejrzewać, że to jest to środowisko, które może mieć dostęp do informacji pochodzących z inwigilacji, a być może także stoi kulisami tej operacji.
Czyli wtedy już pan wiedział, że był inwigilowany?
O tym, że byłem jedną z osób którym CBA potajemnie zainstalowało Pegasusa dowiedziałem od dziennikarzy. Natomiast – jak wspomniałem – gdy padła ta informacja o mojej rozmowie z Donaldem Tuskiem na temat jego przyjazdu na wiec pamięci Pawła Adamowicza, i podała to określona gazeta powiązana z SKT, nabrałem prawie stuprocentowej pewności, że to m.in. ci ludzie za tym stoją.
Publikacja, o której pan mówi nie ukazała bezpośrednio po zamordowaniu Pawła Adamowicza i wspomnianym wiecu, 15 stycznia 2019, tylko później.
Tak, to było dużo później. Już po tym, jak informacja o tym, że ja i inni politycy opozycji byli podsłuchiwani Pegasusem ujrzała światło dzienne, a więc w 2022.
Myśli pan, że podsłuchiwano go w związku z kortami, czy raczej z Paktem Senackim [porozumienie w sprawie wspólnej listy kandydatów do Senatu PO, PSL i Lewicy, przed wyborami w 2019 – red.], w którego utworzenie był pan zaangażowany?
Zakładam, że miało to miejsce z obu tych powodów. Z jednej strony stawką były wybory do Senatu, z drugiej korty, czyli dwa hektary ziemi, usytuowane w idealnym miejscu – naprzeciwko Grand Hotelu. Znam akta sprawy, choć niecałe, bo część jest jeszcze utajniona. Jestem związany tajemnicą śledztwa, ale mogę panu powiedzieć, że dokumenty potwierdzają moje podejrzenie: ci ludzie wszelkimi metodami próbowali osiągnąć swój cel, czyli z jednej strony wygrać wybory, a dodatkowo pozyskać te dwa hektary, kreując wobec mnie nieprawdopodobne oskarżenia, które oczywiście okazały się fałszem. Próbowali też przejąć władzę w Sopocie i dalej zresztą tego próbują, wystawiając swoje listy wyborcze, a jednocześnie hejtując na portalu „W Imieniu Sopocian” – najpierw mnie, a teraz radnych i panią prezydent Czarzyńską-Jachim. Robią to mając tylko jeden cel – zarobić na kortach tenisowych zabudowując je częściowo aparthotelem.
Z punktu widzenia Centralnego Biura Antykorupcyjnego, które w tamtym czasie było całkowicie podległe politykom PiS, głównym celem było chyba jednak pozyskanie zakulisowych informacji na temat powstawania Paktu Senackiego. Nie wydaje mi się, żeby Jarosław Kaczyński, czy Zbigniew Ziobro byli zainteresowani sprawą sopockich kortów.
Mam wrażenie, że odbywało się to podobnie jak w przypadku Krzysztofa Brejzy. Założyli mu podsłuch z powodu jakichś gospodarczych nieprawidłowości ze strony urzędniczki inowrocławskiego magistratu, podwładnej jego ojca, który był wówczas prezydentem tego miasta. A więc ta sprawa tak naprawdę w ogóle nie dotyczyła Brejzy juniora. Tymczasem wytoczono przeciw niemu armatę w postaci Pegasusa i przy okazji podsłuchiwano go jako polityka, szefa sztabu opozycyjnej partii w okresie trwania kampanii przed wyborami. U mnie też założyli Pegasusa z okazji kortów, co nie przeszkadzało im podsłuchiwać moich rozmów z liderami ówczesnej opozycji. Robili więc takie „wash & go” – dwa w jednym. Z jednej strony działali politycznie, a z drugiej perfidnie załatwiali swoje brudne interesy. Jeśli pan sobie zajrzy do rejestru Sopockich Kortów tenisowych, to zobaczy pan, że ich wiceprezesem jest obecnie nie kto inny, jak Jarosław W. [nie możemy podać jego pełnych personaliów, ponieważ ma postawione zarzuty prokuratorskie w związku z inwigilacją Jacka Karnowskiego – red.], były szef warszawskiego CBA, który za czasów PiS był odpowiedzialny za zakładanie Pegasusa. Nie tylko u mnie, ale w ogóle we wszystkich przypadkach, kiedy go stosowano. Przez przypadek dostał teraz to stanowisko w SKT? Moim zdaniem świadczy to raczej o tym, że miał coś obiecane, za założenie mi tego Pegasusa. Te sopockie zeznania miały na celu przede wszystkim oszukanie sądu, który musiał taką decyzję o uruchomieniu Pegasusa zaakceptować. Natomiast jestem przekonany, że Jarosław W. nie musiał oszukiwać swojego szefa, bo ten był szczęśliwy, kiedy zakładano posłuchy Brejzie, Giertychowi, Karnowskiemu… To sąd trzeba było oszukać, więc dla sądu fabrykowali dowody, fabrykowali oskarżenia. Widziałem te oskarżenia. Nie mogę powiedzieć, co w nich jest, ale – proszę mi wierzyć – one są po prostu ekstremalnie kłamliwe.
Sam Pakt Senacki w 2019 okazał się jednak sukcesem. Mimo, że PiS utrzymało większość sejmową, Senat został odwojowany przez opozycję. Czy to znaczy, że Pegasus jednak nie był do końca skuteczny?
Zakończył się sukcesem, ale – jak to się mówi – wynik był „na żyletki”, bo nasza strona przez cztery lata miała w Izbie Wyższej tylko jeden głos przewagi.
A w trakcie negocjacji nad Paktem nie odbierali państwo sygnałów wskazujących na to, że coś tu nie gra, że wasi przeciwnicy są o krok przed wami?
Mieliśmy na swoich komunikatorach i kalendarz spotkań, i tematy negocjacji pomiędzy trzema środowiskami: Platformy Obywatelskiej. PSL i Lewicy. To były twarde i niełatwe negocjacje i – według mnie – ci ludzie, funkcjonariusze CBA i ich polityczni mocodawcy ewidentnie korzystali z informacji pozyskiwanych za pośrednictwem Pegasusa.
Czy tamto doświadczenie bycia inwigilowanym zmieniło jakoś pana zwyczaje dotyczące korzystania z telefonu komórkowego?
Absolutnie nie. Natomiast utwierdziło mnie w przekonaniu, że tych ludzi trzeba „wyczyścić” do końca. Że oni nie powinni już nigdy więcej sprawować władzy w żadnej strukturze politycznej, czy społecznej.
Jest pan zadowolony z tempa prac w sprawie wyjaśniania nieuzasadnionych przypadków użycia Pegasusa i pociągania do odpowiedzialności osób, które były za to odpowiedzialne?
Gdy patrzę jak Zbigniew Ziobro zniszczył wymiar sprawiedliwości, jak zniszczył niezależność prokuratury (może spodziewał się, że sam kiedyś przed nią stanie?), to uważam, że śledczy robią naprawdę wszystko, co mogą. To jest bardzo trudna materia, także z tego powodu, że dotyczy izraelskiego programu, który był tak naprawdę wyprowadzany poza Polskę, poza Unię Europejską. Tam prowadzą ostateczne „nitki” tej sprawy i to jest dodatkowa trudność.
Ale ten program dalej nadal wykorzystywany przez polskie władze, prawda?
Wątpię. Według mnie to chyba nawet niemożliwe, bo stosowany tego programu w Polsce zostało uznane za nielegalne. Nie miał autoryzacji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Minister Tomasz Siemoniak, koordynator służb specjalnych, w kwietniu ub. roku w odpowiedzi na interpelację jednego z posłów w tej sprawie zasłonił się przepisami mówiącymi o konieczności „ochrony środków, form i metod realizacji swoich zadań” przez służby. Wracając do kortów: rozumiem, że w obecnej sytuacji – bardziej zmartwienie pańskiej następczyni, Magdaleny Czarzyńskiej-Jachim, natomiast, jako Sopocianin, śledzi pan pewnie dalej te wydarzenia. Jaka jest obecnie szansa na odzyskanie tych tego terenu przez miasto?
Oczywiście korty to jest ogromna wartość i uważam, że ona nigdy nie powinna wyjść poza Sopot. Aby je odzyskać należy pokazać, że zostały przejęte z pogwałceniem prawa.
Do tej pory w sądzie nie udało się tego udowodnić.
No tak, tylko dziwnym trafem zaczęliśmy przegrywać kolejne sprawy właśnie w tym czasie, kiedy założono mi Pegasusa, kiedy skonsultowałem z moimi prawnikami.
Skierowana przeciwko panu operacja CBA miała podobno kryptonim „Muppety”. Ma pan jakieś podejrzenie odnośnie tego, skąd taka nazwa?
Wie pan co, kiedyś miałem kryptonim „Mewa”. A pamiętnej sprawie przeciwko dr. Mirosławowi G., o którym Zbigniew Ziobro mówił „już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”, agenci CBA nadali kryptonim „Doktor Mengele”. Centralne Biuro Śledcze pod rządami PiS to nie była służba profesjonalna. Tam nie było specjalistów, tylko oficerowie polityczni. W związku z tym ich praca też była nastawiona była na efekt polityczny, a nie na ściganie prawdziwych kryminalistów. Przecież to wtedy były afery Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, która zawierała bez przetargów wielomilionowe kontrakty z zaprzyjaźnionymi firmami. Były afery związane z Funduszem Sprawiedliwości, z którego środki zamiast do ofiar przestępstw, trafiały do różnych fundacji związanych z ludźmi Ziobry. Jak pan myśli, dlaczego PiS teraz nie chce SAFE? Bo na nim by nie zarobi, a oni wszędzie tam się pchali i pchają, gdzie można było zarobić.
W minionym tygodniu Sejm niewielką większością, 231 głosów, przyjął ustawę ustawą likwidującą Centralne Biuro Antykorupcyjne. Kancelaria prezydenta już zapowiedziała, że Karol Nawrocki ją zawetuje. Co koalicja zyska na tym kroku?
Pokażemy Polakom, że nie ma naszej zgody na istnienie w Polsce policji politycznej.

























Napisz komentarz
Komentarze