Prezydent Karol Nawrocki tworzy swoisty kraj... rad. Po co prezydentowi te wszystkie rady?
Politycy, którzy są wybrani przez suwerena, jak to szumnie określa pan prezydent i jego obóz polityczny, bardzo lubią otaczać się ekspertami, żeby nie brać na swoje barki całej odpowiedzialności. To bardzo wygodne podejście. Zawsze potem można powiedzieć - to nie ja, to ekspert tak mi podpowiedział. Ja się nie muszę znać na wszystkim. Ale to jedynie naukowe wyjaśnienie. Teoria polityki...
Gdyby to byli prawdziwi eksperci.
Prezydent Karol Nawrocki nie ma swojego zaplecza politycznego. Został wyciągnięty przez Jarosława Kaczyńskiego z dalszego szeregu ludzi, którzy nie byli bezpośrednio związani z partią. A przynajmniej nie byli jej członkami. I prezydentowi Nawrockiemu udało się wygrać o włos. Na początku był skazany na układanki, które mu zaproponowało Prawo i Sprawiedliwość. I to była układanka typu propozycji nie do odrzucenia. Przykładem jest choćby były szef BBN Sławomir Cenckiewicz, zaprzyjaźniony z prezydentem, ale bezpośrednio związany z Prawem i Sprawiedliwością.
CZYTAJ TEŻ: Śledztwo „deluxe”. Kancelaria Prezydenta: Karol Nawrocki jest gotowy do przesłuchania
Który po odejściu z BBN stanął na czele Rady Bezpieczeństwa i Obronności.
To taka nominacja na osłodę.
Ale w tej samej radzie są tacy eksperci: jak Mariusz Błaszczak, Michał Dworczyk, czy Stanisław Żaryn. I już chociażby po tej krótkiej liście widać, w którą stronę mogą pójść ekspertyzy, jeśli rada coś z siebie wydusi.
Dla prezydenta rady te są materiałem do budowania jego szerokiego zaplecza. Przecież w tych radach jest już około 600 osób. To prawdziwy rekord. Żaden z prezydentów w III RP nie zgromadził tylu osób zasiadających w różnych radach. Dla mnie to ewidentne budowanie prezydenckiego zaplecza politycznego.
O ile powoływanie rad przez prezydenta Dudę przechodziło raczej bez echa, to w przypadku prezydenta Nawrockiego jest zawsze duży szum przy nazwiskach ekspertów. Np. w Radzie Nowych Mediów znaleźli się nie tylko lobbyści Big Techów czy prawicowi dziennikarze, ale też youtuber promujący rosyjską propagandę.
To świadczy o jakości powołanej przez prezydenta rady. Z jednej strony są prawicowi publicyści, rzecznik Kremla - tak można określić tego youtubera, czy lobbyści, a z drugiej zawetowanie przez prezydenta Nawrockiego ustawy, która miała porządkować m.in. usługi cyfrowe w Internecie. Patrząc na te ruchy, trudno nie zauważyć dużego zagrożenia dla wartości informacji, które będą do nas docierały. A wiadomo, że to Internetem, który teraz staje się języczkiem u wagi, rządzą Big Techy.
Podstawowy zarzut jest taki, że ci eksperci w prezydenckich radach nie są apolityczni. Wybierani głównie z prawej strony. Zwłaszcza niebezpieczne jest to w przypadku najgłośniejszej Rady Nowej Konstytucji, powołanej przez prezydenta.
To nie są apolityczni eksperci. W związku z tym można sobie zadać pytanie - czy to są jeszcze eksperci? Ekspert nie zastanawia się nad tym, którą stronę polityczną ma reprezentować. Przekazuje informacje i swoją wiedzę w najlepszej wierze. Bez względu na swoje polityczne sympatie. A pan prezydent i ci, którzy go otaczają, sięgają po takie osoby, które jasno i wyraźnie prezentują swoje poglądy polityczne. Chociaż w tej Radzie Nowej Konstytucji są wyjątki. Znajduje się w niej były wieloletni prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, który nie ukrywa swoich związków z lewicą.
Więc też nie jest apolityczny...
Jest była ministra sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera - Barbara Piwnik. Nie są to tylko osoby związane wyłącznie z prawą stroną polityczną. Jest tam wybitny konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski.
Ale do rady weszła była prezeska Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska.
Gwiazda łamania konstytucji przez wiele lat, która nawet nie próbowała kryć swoich powiązań z Prawem i Sprawiedliwością i prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Ta rada w mojej ocenie, jest jednak tylko zasłoną dymną. Problemem, który ma odwrócić uwagę od innych spraw, nad którymi pochylają się media i opinia społeczna. To nieprzyjęcie ślubowania od czterech, legalnie wybranych sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, zawetowanie ustawy dotyczącej mechanizmu Safe, który jest ważny dla naszego bezpieczeństwa. A także chodzi o odwrócenie uwagi od podwójnego weta prezydenta, dotyczącego uregulowania rynku kryptowalut, co też dotyczy naszego bezpieczeństwa tylko w wymiarze ekonomicznym.
To taka ucieczka do przodu albo polityczne mydlenie oczu?
Tak sądzę. Dla mnie powołanie Rady Nowej Konstytucji, której towarzyszy narracja, że ten spór polityczny trzeba raz na zawsze przeciąć i trzeba władzę skupić w jednych rękach jest nie tylko ucieczką do przodu, ale dążeniem bardzo niebezpiecznym do tego, żeby zlikwidować dualizm władzy wykonawczej. Co byłoby niezwykle groźne dla polskiego społeczeństwa i demokracji, którą próbuje się cały czas ratować.
Co ciekawe, wspomniany już prof. konstytucjonalista Ryszard Piotrowski w niedawnym wywiadzie powiedział, że nie jest nam potrzebny żaden reset ani nowa konstytucja. To ludzie powinni się zmienić, zmienić swoje podejście do państwa i prawa dopóki nie jest za późno. Mamy do czynienia z jakimś politycznym rozdwojeniem jaźni.
Kiedyś toczyłam spory z moim serdecznym kolegą Jarkiem Noconiem. Ja prezentowałam pogląd, że polityka jest przestrzenią realizowania wartości, a on mi zawsze powtarzał: - No co ty, polityka to przestrzeń realizowania interesu. Obserwując dzisiaj to, co się dzieje w sferze politycznej jestem gotowa przyznać mu rację. Politycy nie tylko przestali realizować wartości, ale też je reprezentować. Jest mi bardzo smutno z tego powodu, że to dotyczy również strażników obecności prawdy i dążenia do obecności prawdy w społeczeństwie.Nie wiem, czy w tym konkretnym przypadku nie mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją.
ZOBACZ TAKŻE: Konstytucjonalista: Świętujmy rocznicę Konstytucji 3 Maja, ale szanujmy też naszą obecną
Premier Donald Tusk zaapelował do prezydenta Nawrockiego i opozycji o przestrzeganie obecnej konstytucji, zanim zabiorą się „za majstrowanie nowej”.
To jest pewnego rodzaju paradoks. Bo do pracy nad nową konstytucją potrzebna jest zgoda społeczna. A tej nie ma. Nie ma nawet większości parlamentarnej do zaakceptowania tego kierunku, który wskazał pan prezydent w swoim przemówieniu 3 maja. Nie ma akceptacji społecznej dla zmiany demokracji parlamentarnej w systemie parlamentarno-gabinetowym na demokrację parlamentarną w systemie prezydenckim. Nie wiem, czy taka zgoda pojawi się w polskim społeczeństwie nawet za pewien czas? Obawiam się, że Big Techy, lobbyści pomogą prawej stronie w akceptacji społecznej takim myśleniu o władzy. Ale w tej chwili to nie jest czas na zmianę konstytucji. Wystarczy przestrzegać tej, która obowiązuje od 1997 roku. Przypomnijmy, że ta nasza konstytucja to był wypracowany przez wiele lat kompromis. Pamiętam ten ostatni moment tworzenia preambuły i spotkanie nieżyjącego już dziś Tadeusza Mazowieckiego z Markiem Borowskim, którzy stali za wypracowaniem tego wielkiego kompromisu w preambule. Uważam, że pomysł zmiany konstytucji będzie zagrażał naszym prawom i wolnościom obywatelskim. Bo pan prezydent nic na ten temat nie mówi. Mówi za to głównie o zmianie, która ma gwarantować prezydentowi władzę absolutną, z ogromnym wpływem na władzę ustawodawczą i sądowniczą.
I to byłoby niezwykle groźne.
Zgadzam się w pełni z prof. Andrzejem Rychardem, który mówi, że jest to zamach na ustrój państwa i niezwykle niebezpieczny ruch.
























Napisz komentarz
Komentarze