Reklama

Spór o kawerny w Kosakowie. Solanka wraca do zatoki – czy mamy powody do niepokoju?

Solanka z nieczynnego od 2021 rurociągu pod Zatoką Pucką może wrócić do wód już w przyszłym roku, bo Orlen ma nowe pozwolenie wodnoprawne. Spór o kawerny w Kosakowie rozgrzewa naukowców, rybaków, samorząd i ekologów: jedni nie widzą zagrożenia, inni mówią o ryzyku dla całego ekosystemu.
Solanka z nieczynnego od 2021 rurociągu pod Zatoką Pucką może wrócić do wód już w przyszłym roku
Solanka z nieczynnego od 2021 rurociągu pod Zatoką Pucką może wrócić do wód już w przyszłym roku

Autor: Stowarzyszenie Nasza Ziemia

Dysze nieczynnego od 2021 rurociągu, leżącego na dnie Zatoki Puckiej, mogą – być może już w przyszłym roku – zacząć znów wypluwać strugi cieczy trzydzieści razy bardziej słonej niż otaczające ją morze. Gdy zmieszają się one z bałtycką wodą... No właśnie, jaki to będzie miało wpływ na środowisko, to jest pytanie, które od dawna nie daje spokoju naukowcom, rybakom, samorządowcom, ekologom i mieszkańcom.

Nowe pozwolenie wodnoprawne dla Orlenu wydał w styczniu tego roku dyrektor Zarządu Zlewni w Gdańsku – jednostki terenowej Wód Polskich. Inwestor i organy nadzorcze zapewniają, że zrzut jest monitorowany i nie zagraża środowisku. 

Komory wypłukane wodą

Żeby zrozumieć, o co toczy się spór, trzeba „zjechać” kilometr pod ziemię, pod pola i lasy gminy Kosakowo. Tam, w pokładach soli kamiennej, wydrążono komory – kawerny. Nie wiertłem: wodą. A konkretnie wstępnie oczyszczonymi ściekami komunalnymi. Tłoczono je w dół odwiertami, a woda rozpuszczała sól. Solankę wypompowywano na zewnątrz. W pustych, szczelnych komorach dziś magazynuje się gaz ziemny. 

Kawernowy Podziemny Magazyn Gazu Kosakowo to jedyna tego rodzaju instalacja w tej części kraju, o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Pozwala ona na zgromadzenie zapasów gazu niezbędnych do zapewnienia ciągłości dostaw dla odbiorców, szczególnie w okresach zwiększonego zapotrzebowania. Pierwszy klaster – pięć komór – oddano do użytku w 2013 roku, drugi w październiku 2021. Łączna pojemność: 300 milionów metrów sześciennych gazu. Ubocznym produktem budowy były miliony ton (wedle różnych źródeł od 20 do 30) solanki. Rurociągiem popłynęła do Zatoki Puckiej.

Referendum, które nic nie zmieniło

Gdy w 2013 mieszkańcy gminy dowiedzieli się, że inwestor planuje rozbudowę, sprzeciw był natychmiastowy. 24 listopada odbyło się referendum w tej sprawie. Frekwencja przekroczyła wymagany próg i wyniosła 32,57 proc. Przeciwko rozbudowie głosowało 2680 osób (95,17 proc. uczestników), „za” padło 136 głosów. Marcin Buchna, radny i prezes powstałego wówczas Stowarzyszenia Ekologiczno-Kulturowego Nasza Ziemia, mówi, że to jedyne ważne referendum tego rodzaju w Polsce.

Wynik okazał się dla inwestora jedynie przeszkodą formalną. PGNiG (który do przejęcia przez Orlen w 2022 był właścicielem kawern) skorzystał ze tzw. specustawy terminalowej i złożył wniosek o decyzję lokalizacyjną z pominięciem zgody samorządu. Wola mieszkańców, wyrażona w demokratycznym głosowaniu, okazała się prawnie niewiążąca.

Marcin Buchna: Decyzję wydano na podstawie niepełnych danych

Marcin Buchna jest radnym od lat. Zna więc tę historię od podszewki: dokumenty, daty, numery decyzji. Kiedy mówi o inwestycji, nie emocjonuje się łatwo. Ma jeden zasadniczy zarzut, który konsekwentnie powtarza przy każdej okazji:

– Decyzja środowiskowa dla rozbudowy KPMG Kosakowo była wydawana w trakcie trwania inwestycji. Aby rzetelnie ocenić wpływ zrzutów ścieku przemysłowego, tzw. „solanki” na środowisko, należałoby dysponować badaniami sprzed budowy, a potem porównać je z wynikami po jej zakończeniu. Tymczasem organ wydawał decyzje na podstawie danych niepełnych i nieaktualnych.

Chronologia, którą przytacza, jest wymowna. Pierwsza decyzja środowiskowa opierała się na wyliczeniach modelowych, do których nie przyjęto docelowej ilości kawern. Kolejna, dotycząca rozbudowy, wydana została około 2015, gdy pierwsza inwestycja wciąż trwała, a zrzuty dobiegły końca dopiero w 2021. Stowarzyszenie zaskarżyło tę decyzję, uzyskało częściową zmianę, ale nie w zakresie, który uznawało za kluczowy. Odwołania do WSA i NSA upadły.

Gdy w 2025 wygasło drugie pozwolenie wodnoprawne, a inwestor wystąpił o nowe, Stowarzyszenie Nasza Ziemia i Rada Gminy Kosakowo przystąpiły do postępowania, żądając uznania ich za stronę. Zarząd Zlewni PGW Wody Polskie odmówił oraz wydał pozwolenie wodnoprawne zgodnie z wnioskiem inwestora. Od decyzji odwołało się m.in. Stowarzyszenie Nasza Ziemia oraz gmina Kosakowo. Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej podtrzymał wydaną decyzję. Teraz sprawa może trafić do sądu.

Spraw sądowych wokół sporu o kawerny było zresztą więcej. Marcin Buchna osobiście, jak i kierowane przez niego stowarzyszenie, zostali pozwani przez spółkę córkę PGNiG o naruszenie dóbr osobistych. Radny widzi w tym klasyczny przykład SLAPP, czyli strategicznego pozwu przeciwko udziałowi społecznemu, używanego przez korporacje do zastraszania i uciszania krytyków. Po kilkuletniej odysei sądowej dopiero w ub. roku zarzuty wobec działacza prawomocnie oddalono. 

Marcin Buchna zaznacza wyraźnie: Stowarzyszenie Nasza Ziemia nie sprzeciwia się samej idei podziemnych magazynów gazu. Kwestionuje sposób realizacji i jakość nadzoru organów nad inwestycją. Kluczowe pytanie, jakie zadaje, brzmi: dlaczego nie wykonano kompleksowych badań całego wrażliwego i chronionego ekosystemu Zatoki Puckiej, bo w naszej opinii i współpracujących z nami ekspertów takie badania są absolutnie obowiązkowe.

Prof. Węsławski: Zatoka żyje, a system działa

Prof. Jan Marcin Węsławski z Instytutu Oceanologii PAN obchodzi w tym roku 50-lecie pracy naukowej. Zna Zatokę Pucką jak własną kieszeń. I ma zdanie jednoznaczne – choć niekoniecznie takie, jakiego oczekiwałyby obie strony sporu.

Instytut prowadził przez całe 10 lat niezależne badania środowiskowe w zatoce, równolegle ze zrzutami solanki. Solanka z kawern kosakowskich zawiera około 210 kg soli na metr sześcienny wody – 30 razy więcej niż średnie zasolenie Bałtyku. 

– Gdyby wydostała się niekontrolowanie, utworzyłaby na dnie bardzo gęstą warstwę słonej wody, która całkowicie zabiłaby całe życie znajdujące się na dnie – wyjaśnia profesor. – Opadłaby na dno, odcięła je od wymiany gazowej z powierzchnią. W płytkich wodach zatoki katastrofa byłaby nieuchronna.

Ale – jak podkreśla Węsławski – do tego nie doszło. System dyfuzorów działał sprawnie: solanka była pod ciśnieniem rozpylana i błyskawicznie mieszała się z otaczającą wodą. Przez całe 10 lat monitoringu, prowadzonego wspólnie z Morskim Instytutem Rybackim i Uniwersytetem Gdańskim, nie stwierdzono żadnych anomalii. Trawy morskie – które w latach 70. zniknęły z zatoki zupełnie – odtworzyły do dziś blisko połowę dawnego zasięgu.

Odradzająca się w Zatoce Puckiej trawa morska wraz w kępą morszczynu, którego nie było w naszych wodach od 1976 – po kryzysie lat 1970-90 zatoka się odbudowuje (fot. Piotr Bałazy | Archiwum Instytutu Oceanologii PAN)

– Za mojej pamięci tak dobrze jeszcze nie było – mówi.

Spadek połowów? Fakt, ale niezwiązany z solanką. Dorsz wycofuje się z Bałtyku z powodu ocieplenia klimatu – potrzebuje zimnej wody i dużo tlenu. Przedstawiciele innych gatunków nie pojawiają się w ilościach komercyjnych z przyczyn, których nauka jeszcze w pełni nie wyjaśniła. 

– To są dość skomplikowane procesy, które grupa populistów stara się ubrać w jakąś spójną, jednoznaczną i prostą narrację o tym, że zatoka ginie na skutek wlewu solanki. Żadne naukowe fakty tego nie potwierdzają – przekonuje sopocki badacz. 

Profesor ma natomiast pretensje do inwestora – ale inne niż aktywiści. Błąd był komunikacyjny. Wystarczyło powiesić pod wodą kamerę z transmisją online. 

– Kosztowałoby to tyle co nic, kwestia instalacji za 20-30 tysięcy złotych – a byłby święty spokój. Zamiast dać ludziom możliwość wglądu w rzeczywistą sytuację, schowali to wszystko pod kapturem, co tylko karmi teorie spiskowe i podejrzenia.

Prof. Czop: Kawerny to de facto kopalnia

Dr hab. inż. Mariusz Czop, profesor AGH i specjalista od modelowania transportu zanieczyszczeń w środowisku, ekspert doradzający stronie społecznej w sporze o kawerny w Kosakowie, patrzy na tę samą zatokę i widzi coś zupełnie innego.

– Nie mówimy już tylko o jakości wody. Mówimy o katastrofie ekologicznej. Zatoka Pucka utraciła wszelkie znaczenie jako łowisko ryb.

Powołuje się na wyniki państwowego monitoringu przedstawione przez zastępcę Głównego Inspektora Ochrony Środowiska przed sejmową komisją w lutym tego roku: zła klasyfikacja makrozoobentosu, słabe wskaźniki ichtiofauny, ogólna ocena – zła. Rybacy z Kuźnicy mówią wprost: kiedyś z jednej siatki mieli kilkadziesiąt kilogramów ryb, dziś zaledwie kilka. Żeby jakoś przeżyć i złowić tyle ryb co dawniej ze 100 metrów sieci dziś muszą ciężej pracować i stawiać je na odcinku kilku kilometrów. A niektóre ryby zniknęły całkowicie.

Rybacy z Kuźnicy mówią, że kiedyś z jednej siatki mieli kilkadziesiąt kilogramów ryb, dziś zaledwie kilka. A niektóre gatunki zniknęły całkowicie (fot. Stowarzyszenie Nasza Ziemia)

Co do związku przyczynowego między zrzutem solanki a degradacją zatoki, prof. Czop formułuje argument logiczny, choć sam zastrzega, że brakuje kompleksowych i rzetelnych badań, bo nie wykonał inwestor, ani jednostki państwowe:

– Mamy odbezpieczony granat, który leży na stole, a ktoś mówi: „Nie, on na pewno nie wybuchnie". Ekosystem był w dużo lepszym stanie w 2011, kiedy zaczęto zrzucać solankę. Teraz jest w stanie tragicznym. Trudno wskazać inne działanie, które mogło spowodować takie pogorszenie.

Jego postulat jest konkretny: zanim zostanie wydana zgoda na kolejne zrzuty, należy wykonać pełny, niezależny bilans otwarcia dla całego ekosystemu.

– Inwestor korzysta z dokumentacji środowiskowej sprzed prawie 20 lat. Dane o kimś z przedszkola są kompletnie nieaktualne w jego dorosłości.

Proponuje też alternatywne rozwiązania techniczne. Zamiast zrzucać solankę do półzamkniętej zatoki – odzyskiwać i wykorzystywać wydobywaną kopalinę lub odprowadzać solankę na otwarte morze. Zamiast oczyszczonych ścieków – pobierać do ługowania wodę bezpośrednio z zatoki.

I podnosi argument prawny, który może okazać się najpoważniejszym. Jego zdaniem inwestycja jest błędnie zakwalifikowana formalnie.

– Cała ta inwestycja jest projektowana i przedstawiana jako magazynowanie surowców w górotworze. Pomija się fakt, że najpierw trzeba wyługować kawerny. To jest normalna kopalnia – wydobycie kopaliny. Powinna być wydana koncesja górnicza i naliczona opłata eksploatacyjna.

Zapowiada, że ten zarzut zostanie podniesiony w postępowaniu sądowym.

RDOŚ nie widzi naruszeń, Orlen nie odpowiada

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Gdańsku w odpowiedzi na nasze pytania poinformowała, że przeprowadzone kontrole Pomorskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska nie wykazały naruszeń warunków pozwolenia wodnoprawnego na odprowadzanie solanki, a analizy danych z Instytutu Oceanologii PAN nie potwierdziły znaczącego wpływu zrzutów na stan wód zatoki. W toku czynności wyjaśniających nie stwierdzono podstaw do zastosowania przepisów o szkodzie w środowisku.

Dyrekcja odniosła się też do lutowej oceny zastępcy Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, który stan ekologiczny Zatoki Puckiej Zewnętrznej określił jako zły. RDOŚ przyjmuje tę ocenę „z pełną powagą”, ale zaznacza, że zły stan ekologiczny wód jest „zazwyczaj wynikiem wieloletniej kumulacji wielu presji środowiskowych – w tym spływu biogenów z rolnictwa, zrzutów ścieków komunalnych, zmian klimatycznych czy presji turystycznej”. Aby podjąć sankcje wobec konkretnego podmiotu, konieczne jest – jak podkreśla dyrekcja – wykazanie bezspornego związku przyczynowo-skutkowego między jego działalnością a degradacją ekosystemu w skali makro.

Redakcja przesłała też listę pytań do Orlenu dotyczących m.in. składu chemicznego solanki i zakresu jej monitoringu, zmian tego składu w miarę postępowania ługowania kolejnych kawern, rozbieżności między wynikami badań ekologicznych a spadkiem połowów rybackich, rozważanych alternatywnych metod utylizacji solanki oraz stanowiska spółki wobec apeli o powołanie rady społecznej ds. eksploatacji kawern. Rzecznik Orlenu nie odpowiedział na pytania przesłane mailem ani nie odbierał telefonów. 


Rurociąg leży na dnie. Pozwolenie wydane. Gdzieś pod Kosakowem czekają kolejne komory do wypłukania. Choć ekolodzy z naszej Ziemi zapowiadają odwołanie do sądu w sprawie decyzji Wód Polskich, pytanie nie brzmi już „czy” , ale raczej „kiedy” i „na jakich warunkach” solanka popłynie znów do zatoki. I kto ma rację: profesor, który ogląda odradzające się łąki trawy morskiej, czy profesor, który patrzy na puste sieci rybaków z Kuźnicy?

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

ReklamaZiaja kuracja peptdowa
Reklama
Reklama