Motoryzacyjne perełki
Tradycyjnie do Chmielna zjechali właściciele prawdziwych motoryzacyjnych cudeniek z całego regionu. Były klasyki: polskie i zagraniczne auta oraz motocykle. Choć prezentowały się jakby wyjechały wprost z salonu, to jednak metryki świadczą o ich... sędziwym wieku.
Niektóre zostały doprowadzone przez pasjonatów do stanu, w którym schodziły z taśmy produkcyjnej, inne odwrotnie - przerobiono je tak, że trzeba się dobrze przypatrzyć, by rozpoznać co to za model.
Zaczęło się cztery lata temu
- Zaczęło się od tego, że cztery lata temu poszedłem do pani Edyty Klasy, dyrektorki GOKSiR-u z propozycją, że można by zorganizować zlot pojazdów w Chmielnie. Pani Edyta zaakceptowała ten pomysł i tak się zaczęło. Wcześniej brałem udział w zlotach, ale zawsze jako pasjonat, nigdy organizator – wspomina Sławomir Bugajski.
I tak minęły cztery lata, a impreza z roku na rok się rozkręca. W tym roku dopisała też pogoda, więc frekwencja była jeszcze wyższa.
- Wysoka frekwencja to zawsze powód do dumy i radości dla organizatora, ale w tym wypadku dodatkowo cieszy mnie, że pasjonaci motoryzacji i renowacji starych pojazdów, mogą przyjechać i pokazać ludziom jakie mają cudeńka i perełki w swoich garażach. Mogą pochwalić się tą swoją pasją i udowodnić, że samochody z lat 20., 30. ubiegłego wieku czy z czasów PRL-u, mogą wyglądać tak, jakby dopiero zeszły z taśmy produkcyjnej – opowiadał pan Sławomir.
Prywatnie posiada Passata B2 z 1982 roku, o którego dba już 44 lata. Jak mówi, pasję do starych pojazdów odziedziczył po dziadku.
– Mój dziadek też jeździł takim Passatem – dodaje.
Stadion pełen klasycznych pojazdów i nie tylko pojazdów...
Naszą uwagę zwrócił limonkowy Mitsubishi z otwieranymi do góry drzwiami, czarny Citroen BL oraz niebieski Opel Olympia. Nostalgia ogarniała, gdy patrzyło się na nasze polskie „maluchy” czy Fiaty 125p. Nawet strażacki Żuk z napisem OSP Kobysewo się pojawił. Przyjechała nim pani z KGW Pomieczyno.
Niektórzy kierowcy przywieźli też ze sobą sprzęty, którymi posługiwano się w czasach PRL. Zwłaszcza kolejki rodziców z dziećmi ustawiały się przed tymi nietypowymi wystawami. Rodzice objaśniali swoim pociechom co to za przedmioty, a te z niedowierzaniem oglądały m.in. szpulowy magnetofon, telefon stacjonarny z tarczą czy stare radia tranzystorowe.
Poza zagranicznymi, odrestaurowanymi perełkami, wzrok przyciągały też motocykle, polskie Romety, a nawet… rower spalinowy. Bardzo dużo takich cudeniek przywiózł pan Stanisław z Chmielna z synami. Było na co popatrzeć i trudno uwierzyć, że taki pojazd naprawdę jedzie. I to jak jedzie! Nie brakowało starych ciągników z polskiego Ursusa. Różnorodność i jeszcze raz różnorodność.
Ważne jest zachowanie oryginalności modelu
Pan Sławomir zdecydowanie stawia na oryginalność samochodu czy motocykla, czyli jak najmniej przeróbek pod maską, jak najwięcej oryginalnych części, a dopiero potem wygląd jak spod igły.
– Chodzi o to, żeby stare pojazdy były zachowane w jak najbardziej oryginalnym stanie. Wiadomo, obecnie można zrobić wszystko, zastosować przeróżne ulepszenia i bajery, ale jeśli ktoś wyłącznie dba o sprawność i wygląd auta przez 50 lat tak, że wygląda jak z fabryki, to zasługuje na podziw i szacunek. To nie znaczy, że nie doceniam wkładu pracy tych, którzy stawiają na ulepszenia, ale osobiście wolę oryginalność.
Droga czy niedroga pasja?
– Zależy od modelu, ale raczej jest to droga pasja. I nie chodzi tylko o części, czy ich dostępność, bo na przykład jeśli chodzi o amerykańskie auta, to do tej pory spokojnie można dostać części z lat 30. Nawet są firmy, które tylko takie produkują. Z polskimi natomiast to różnie bywa. Są takie grupy w Internecie, które się tym zajmują, są rzemieślnicy, którzy je produkują. Generalnie, jeśli ktoś chce mieć autko retro, żeby chodziło jak w zegarku i wyglądało jak z salonu, to nie jest tania pasja - mówi Sławomir Bugajski.
Okazja, by zajrzeć pod maskę
Prawdziwi pasjonaci motoryzacji korzystali z tego przywileju bardzo często, zarówno panowie, jak i panie. Chcieli na własne oczy sprawdzić jak to możliwe, że chodzi tak cichutko, że nie kicha i nie prycha. Niektórzy wprost pytali: „Ciekawe, co tu zostało przekombinowane?”
Uczestnicy zlotu nie tylko mieli okazję obejrzeć te wyjątkowe maszyny z bliska, ale także porozmawiać z ich właścicielami oraz wykonać pamiątkowe zdjęcia.
Szkoda tylko, że po widowiskowej paradzie ulicami Chmielna, nie wszystkie pojazdy wróciły na stadion. Szkoda, bo była to okazja, by podjechać swoim cackiem pod scenę, a potem ze sceny opowiedzieć w jaki sposób doprowadziło się go do obecnego stanu, ile pracy i pieniędzy ten proces pochłonął.
Za rok kolejny zlot i kto wie, może pasjonatów i właścicieli pojazdów retro będzie jeszcze więcej?





















![Nie takie diabły straszne. Wybrzeże pewnie pokonało Landshut Devils [zobacz zdjęcia] Nie takie diabły straszne. Wybrzeże pewnie pokonało Landshut Devils [zobacz zdjęcia]](https://static2.zawszepomorze.pl/data/articles/sm-16x9-nie-takie-diably-straszne-wybrzeze-pewnie-pokonalo-landshut-devils-1778952083.jpg)


Napisz komentarz
Komentarze