Wybitny malarz, Kazimierz „Kachu” Ostrowski stał się, dzięki Muzeum Miasta Gdyni, twarzą Gdyni w stulecie jej urodzin.
To był nasz cel od początku powstania projektu „Dla przyjaciół Kachu”, czyli od 2022 roku. Chcieliśmy przywrócić pamięć o Kazimierzu Ostrowskim. Ona żyje w środowisku artystycznym Pomorza, wśród jego uczniów, dla których był Mistrzem, ale szerszej publiczności Kachu nie jest znany tak, jak być powinien. Nie jest też powszechnie kojarzony z Gdynią. Wystawa, którą otwieramy 4 lipca jest kulminacją naszych wszystkich działań związanych z tym wybitnym artystą. Wyjątkowym świętem dla muzeum, ale i dla miasta.

Gdynia była dla niego ważna. Tu przez 40 lat miał swoją pracownię.
Kojarzymy jego obecność w Gdyni z powojennymi latami, tymczasem związki artysty z naszym miastem to lata wcześniejsze. Przeprowadził się tu z rodziną w 1934 roku. Praktykował w warsztacie ojca, który był malarzem pokojowym, zajmował się też tworzeniem szyldów reklamowych, liternictwem. Dzięki temu Kazimierz Ostrowski poznał i pokochał rzemiosło malarskie, w konsekwencji - zainteresował się sztuką. Ten szacunek do rzemiosła, precyzji, do rzetelnej pracy były zawsze obecne w jego twórczości.
W Gdyni ślady Kazimierza Ostrowskiego wciąż są obecne.
Choć zostało ich już niewiele. Na przełomie lat 50. i 60. jednym z jego głównych źródeł utrzymania były zlecenia reklamowe. Wraz z architektem wnętrz, Stanisławem Bruzdowiczem, zajmowali się projektowaniem wnętrz i witryn sklepowych. A zatem jego sztukę mogliśmy spotkać niemal na każdym kroku. Niestety, większość tamtych projektów się nie zachowała. Możemy wciąż podziwiać jego późniejsze realizacje, gdy był już uznanym artystą, profesorem Akademii Sztuk Pięknych, to na przykład mozaika ceramiczna w gdyńskim Teatrze Muzycznym, monumentalne dzieło będące przykładem dojrzałej sztuki abstrakcyjnej z motywami odnoszącymi się do morskiej tożsamości miasta. Dzięki temu, że przez tyle lat badamy twórczość Kazimierza Ostrowskiego udało nam się dotrzeć do poukrywanych w archiwach rodzinnych czy należących do różnych instytucji, fotografii dokumentujących jego dawne, istniejące w przestrzeni publicznej realizacje.
Co zobaczymy?
Na przykład zdjęcie fryzu malarskiego ze sklepu obuwniczego „Chełmek”, który mieścił się przy ulicy Świętojańskiej. Pokażemy też fotografię malarstwa ściennego we wnętrzu gdyńskiej Poczty Głównej przy ulicy 10 Lutego.

Zaprezentowane zostaną też pamiątki z archiwum prywatnego artysty. Przy jakiej ulicy mieszkał?
Osiadł w Gdyni w latach 30., ale dziś jego obecność w tym mieście kojarzymy z miejscem, gdzie wprowadził się na przełomie lat 50. i 60. To mieszkanie z pracownią przy ulicy Abrahama 62, w samym sercu miasta. Budynek zrealizowany w ramach założenia urbanistycznego „Śródmieście 1”, na terenie tego osiedla z lat 50. było sporo lokali mieszkalnych połączonych z pracowniami artystycznymi. Z Kachem sąsiadował inny wielki artysta, Maksymilian Kasprowicz czy wspomniany architekt Stanisław Bruzdowicz. Kazimierz Ostrowski mieszkał tam do końca życia. Dziś to miejsce upamiętnia tablica, zaprojektowana i wykonana przez gdyńską rzeźbiarkę Emilię Kaus-Ziemann. Na wystawie pokażemy film dokumentalny nakręcony w latach 90., m. in. właśnie w pracowni Kacha, gdzie z artystą spotkali się twórcy dokumentu, Jacek i Anna Maria Mydlarscy, by porozmawiać o jego twórczości, o tym, co dla niego było ważne.

Ktoś powiedział, że lokalna, gdyńska tematyka stanowiła sedno jego artystycznej duszy.
Jednym z jego ukochanym tematów było morze, ale i infrastruktura portowa. Często malował, i to w różnych odsłonach, port, stocznię, ale też ludzi, którzy tam pracowali, zachowały się portrety stoczniowców, spawaczy, hutników. To też nawiązanie do jego początków, gdy pracował fizycznie, gdy imał się różnych zajęć, m.in. zatrudnił się w gdyńskiej stoczni jako liternik, malował na burtach nazwy statków. Wtedy to w tej industrialnej przestrzeni się zakochał.
Był bardzo lubiany. Sam przydomek „Kachu” wskazuje na serdeczność, bliskość.
Tak zwracali się do niego w domu, a potem już wszyscy. Po prostu: Kachu! Mówimy o nim jako o wybitnym artyście, twórcy jedynym w swoim rodzaju, nieco osobnym, a jednocześnie o kimś bardzo ludzkim, o Kachu, którego wszyscy znali. Kto raz się z nim zetknął, zapamiętał go na zawsze. Szczery, sprawiedliwy, wesoły. Magnetyczna osobowość. Trudno jest o kimś takim, kogo już z nami nie ma, opowiedzieć na wystawie, możemy jedynie opierać się na tych wszystkich wspomnieniach, relacjach, wrażeniach tych, którzy go znali oraz poznawać Kacha przez jego bogaty dorobek.
Wystawie przyświeca motto: „Aby zostać artystą, trzeba najpierw zostać człowiekiem”.
To zdanie, które przytoczył we wspomnieniach Piotr Józefowicz, jeden z jego uczniów. Słowa, które najlepiej oddają osobowość tego artysty. Jest też inne zdanie, które odnosi się do jego prac: „Twórczość Kacha charakteryzowała radosna powaga”. Kiedy patrzymy na te obrazy wibrujące kolorami, widzimy też ten jego rzetelny warsztat, jak łączył radość życia, zachwyt nad światem z ciężką rzemieślniczą pracą. Ktoś powiedział: „Mistrz, który pozostał majstrem”. Do końca pełen pokory, blisko ludzi, taki nasz Kachu właśnie.



Napisz komentarz
Komentarze