Reklama

Zadzwonił na 112 i zgłosił, że podpali i wysadzi mieszkanie. Teraz zajmie się nim sąd

Prawie 5 tysięcy złotych kosztowała praca policjantów, strażaków i ratowników medycznych, którzy musieli interweniować w czasie fałszywego alarmu w Lęborku. Fałszywe zawiadomienie o zagrożeniu podpalenia i wysadzenia mieszkania zgłosił na początku tego roku jeden z mieszkańców. Do Sądu Rejonowego w Lęborku trafił właśnie przeciwko niemu akt oskarżenia.
Zadzwonił na 112 i zgłosił, że podpali i wysadzi mieszkanie. Teraz zajmie się nim sąd

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Do samego zdarzenia doszło na początku tego roku. Policjanci i prokuratorzy musieli jednak czekać na badanie psychiatryczne poszkodowanego. Dlatego dopiero teraz skierowano do sądu akt oskarżenia.  

Jak udało się nam ustalić, 5 stycznia 2026 r. na numer alarmowy 112 zadzwonił mężczyzna, który poinformował o rzekomym zajęciu zakładników oraz podłożeniu materiałów wybuchowych w swoim mieszkaniu. Na miejsce natychmiast skierowano policję, straż pożarną i ratowników medycznych. Po negocjacjach mężczyzna został zatrzymany, a w mieszkaniu nie znaleziono żadnych niebezpiecznych substancji. 

- Podczas negocjacji, Piotr Ł. twierdził, że do akcji przygotowywał się rok i pragnie, aby było o nim głośno - wyjaśnia prokurator Paweł Wnuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Słupsku. - Po kilkugodzinnych negocjacjach z mężczyzną, podjęto decyzję o siłowym wejściu do mieszkania. Mężczyzna po zatrzymaniu został przetransportowany do szpitala w Lęborku, gdzie pozostał na obserwacji na oddziale psychiatrycznym.

W toku śledztwa ustalono, że osobą rzekomo przetrzymywaną jako zakładnik okazała się młoda kobieta, która była tam dobrowolnie i spożywała z podejrzanym alkohol oraz pocieszała go po rozstaniu z jej siostrą.

PRZECZYTAJ TEŻ: Zadzwoniła na 112 i chciała, żeby ktoś jej dowiózł alkohol. Chciał podjąć gości

Piotr Ł. przesłuchany w charakterze podejrzanego ostatecznie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Składając wyjaśnienia stwierdził, że był w ciągu alkoholowym, czuł się źle psychicznie. Zadzwonił pod numer 112, bo potrzebował pomocy i z niewiadomych przyczyn zaczął gadać głupoty. Przyznał, że gdy zadzwonił, powiedział, że ma zakładnika, chociaż nie była to prawda. Zapewnił, że nikogo nie chciał skrzywdzić i że nie posiadał w mieszkaniu substancji łatwopalnych. Wyjaśnił także, że od jakiegoś czasu zażywa tabletki nasenne. 

- Z opinii biegłych psychiatrów wynika, że Piotr Ł. nie jest chory psychicznie, jednak jest uzależniony od alkoholu i środków psychoaktywnych i powinien podjąć leczenie odwykowe w warunkach szpitalnych - dodaje prokurator Wnuk. 

Za popełnienie przestępstwa fałszywego zawiadomienia o zagrożeniu grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama