Panie burmistrzu, jaka jest obecnie sytuacja Szpitala Miejskiego w Miastku i jakie jest jego aktualne zadłużenie?
- Wniosek dotyczący likwidacji szpitala jest obecnie przygotowywany. Mam nadzieję, że do końca sierpnia będzie już formalnie przygotowany i złożony. Później to już jest kwestia sądu, kiedy podejmie decyzje i zaplanuje terminy likwidacji. Co do zadłużenia szpitala, to słyszałem już różne kwoty. Dzisiaj na pewno nie wiemy do końca jakie to zadłużenie jest. Prowadzony jest audyt w szpitalu i dopiero po jego zakończeniu poznamy pełną kwotę. Dzisiaj obracamy się informacjami o zadłużeniu na poziomie 40-50 mln zł. Ale dokładna kwota dopiero będzie znana po audycie. Majątek szpitala, ale jego nieruchomości, bo ruchomości nie mamy wycenionych, szacowany jest na około 24 mln zł. To dane z 2025 roku.
Jaka jest zatem przyszłość placówki i czy mieszkańcy Miastka mogą liczyć na pełną opiekę medyczną?
- Na pewno mieszkańcy Miastka i okolic nie mogą liczyć na powrót oddziałów szpitalnych w dotychczasowej strukturze. Na to nie możemy liczyć. Za wyjątkiem zakładu opiekuńczo-leczniczego, który działa i będzie działać. Mam nadzieję, że uda się nam uruchomić rehabilitację, bo jest podmiot zainteresowany prowadzeniem tego rodzaju działalności. Pojawiły się również podmioty, które chcą uruchomić poradnie specjalistyczne, żeby mieszkańcy mieli do takich poradni dostęp. W tym kierunku idziemy. Obecnie są w szpitalu przygotowywane pomieszczenia do wynajmu. Za chwilę będziemy ogłaszali przetargi na wynajem tych pomieszczeń i jeżeli te podmioty zechcą tu działać, to będzie podstawa do rozmów z Narodowym Funduszem Zdrowia. Ma być to poradnia dla kobiet, onkologiczna, chirurgiczna. Być może uda się również uruchomić jakieś dodatkowe. Jest dobra wola NFZ na uruchomienie tych poradni. Są już prowadzone rozmowy. Na pewno będzie również przywrócona nocna i świąteczna opieka medyczna. To się zadzieje maksymalnie w ciągu miesiąca.
W lipcu tego roku samorząd Miastka przekazał 5 milionów złotych na wypłatę zaległych wynagrodzeń pracownikom szpitala. Czy te pieniądze już do nich trafiły?
- Te pieniądze w części już trafiły do pracowników, a pozostała kwota jest jeszcze do rozdysponowania. W pierwszej kolejności chcemy wypłacić należne świadczenia osobom zatrudnionym na umowach o pracę, a dopiero później pracownikom na kontraktach i umowach zlecenia. Mamy już uzgodnione z biurem pracy rozwiązanie, zgodnie z którym osoby zatrudnione na umowach o pracę otrzymają środki z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Będzie to pełna odprawa oraz wynagrodzenie za trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Dzięki temu środki, które pozostały, będziemy mogli przeznaczyć na wypłatę wynagrodzeń osobom pracującym na podstawie umów zlecenia i kontraktów. Gdyby ich wierzytelności trafiły do ogólnego postępowania upadłościowego, mogliby długo czekać na wypłatę należnych im pieniędzy.
Jeżeli jesteśmy już przy pieniądzach, to czy dług szpitala po jego likwidacji stanie się zadłużeniem samorządu? Chciałbym również dowiedzieć się, czy Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył na placówkę karę pieniężną?
- Dług szpitala nie trafi do samorządu i nie zwiększy naszego zadłużenia. Szpital jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością i odpowiada tylko do wysokości środków, jakie można pozyskać z tej spółki. Mamy świadomość, że nie wszyscy wierzyciele odzyskają swoje pieniądze. Natomiast przyznaję, że NFZ nałożył na szpital karę za niewłaściwie rozliczanie świadczeń realizowanych przez spółkę SPINE. To kara w wysokości 13,2 mln zł. Szpital się od tej kary odwołał. Czekamy na decyzje.
W przestrzeni publicznej pojawiają się informacje o wysokich zarobkach pracowników szpitala jak i również o atrakcyjnym zatrudnieniu Pani Agnieszki Chrzanowskiej, która zarządza placówką. Czy może Pan zweryfikować te informacje?
- Mamy rzeczywiście takie informacje o wysokich zarobkach personelu. Były osoby, a dokładnie pielęgniarki, których wynagrodzenie miesięczne wynosiło 27 tysięcy złotych brutto. Wcześniej o tym nie wiedziałem. To właśnie w trakcie audytu wyszły informacje o tak wysokich zarobkach. Ujawniono je w momencie, kiedy były przygotowywane wypowiedzenia umów. Natomiast jeżeli chodzi o Panią Agnieszkę Chrzanowską to obecnie zarządza szpitalem w Miastku i jej zadaniem jest przygotowanie placówki do likwidacji. Pani Chrzanowska nie ma podpisanego kontraktu na trzy lata. Ja nie podpisywałem umowy. Zrobiła to Pani prezes. Nawet gdyby jednak Pani Chrzanowska zarabiała 30 tysięcy złotych, to nie jest to kwota oszałamiająca dla menadżera, który zajmuje się tak skomplikowanymi sprawami. Dba o to, aby proces likwidacji szpitala w Miastku zafunkcjonował sprawnie. Przygotowuje też szpital pod wynajem innym podmiotom medycznym pod prowadzenie poradni specjalistycznych.
Problemy szpitala w Miastku to nie jest sytuacja z ostatnich miesięcy. To problemy wieloletnie. Czy nikt nie sprawował nadzoru nad placówką?
- Zarządy szpitala zmieniały się wielokrotnie. To nie jest też tak, że te zarządy i prezesi byli tylko odwoływani. Bardzo często odchodzili sami bo nie wytrzymywali presji i obciążeń związanych z prowadzeniem placówki. Było przecież dużo hejtu i ataków z wielu stron. Ludzie więc odchodzili, pojawiali się nowi, którzy potrzebowali czasu na analizę spraw szpitala. Też nie jest tak, że chętnych można sobie znaleźć od ręki. Na rynku brakuje ludzi. Te informacje o problemach w szpitalu nie były nigdy pełne. Na przykład mieliśmy informacje, że koszty pracownicze to aż 95 procent dotacji z NFZ. A chwilę później okazało się, że to nie jest 95 a 115 procent. Tylko nikt o tym nam po prostu nie powiedział.
Czy Pańskim zdaniem szpital w Miastku powinien być we władaniu samorządu?
- Jeżeli będą w tym miejscu świadczone usługi medyczne, to nie ma znaczenia kto będzie zarządzał szpitalem. Najważniejsze, aby opieka medyczna była zapewniona. A z drugiej strony uważam, że Miastko nigdy nie powinno tego szpitala przejmować. Jesteśmy za małą gminą, aby utrzymać w takich realiach szpital.
Decyzja o upadłości szpitala zapadnie zapewne za kilka miesięcy. Czy prowadzone są rozmowy chociażby z Pomorskim Urzędem Marszałkowskim o przyszłości placówki?
- Są prowadzone rozmowy. W imieniu Pana Marszałka rozmowy prowadzi Pan wicemarszałek Bona. Jest też w stałym kontakcie z panią dyrektor. Wiadomo jednak, że do momentu kiedy szpital nie ogłosi upadłości Pan Marszałek nie będzie zainteresowany przejęciem placówki z jej długami. Być może kupi szpital od syndyka ale za niższą cenę. To syndyk może określić cenę zakupu. Na spotkaniach rozmawialiśmy o planie medycznym i jest wola, aby działał tu oddział wewnętrzny, rehabilitacja i punkt szybkiej pomocy medycznej. Taki mini SOR i oczywiście poradnie specjalistyczne.
CZYTAJ TAKŻE: Szpital w Słupsku chce zatrudnić pielęgniarki i pielęgniarzy z Miastka
Na koniec chciałbym zapytać Pana, czy w przyszłości będzie Pan chciał pociągnąć do odpowiedzialności karnej osoby, które zarządzały szpitalem?
- Na pewno pojawią się z mojej strony doniesienia do prokuratury i różnych służb. Czekam na pełną dokumentację z działalności szpitala. Nie ma zgody, aby ktokolwiek robił dziwne interesy zarówno kosztem gminy jak i kosztem społeczeństwa. Kwestia problemów ze szpitalem to nie jest kwestia mojej kadencji i dwóch ostatnich lat. Kiedy obejmowałem to stanowisko, nie znałem do końca sytuacji w szpitalu i nie wiedziałem, że jest aż tak źle. Nie było pełnego dostępu do dokumentów. Był wówczas złożony wniosek o upadłość szpitala. Ale mieszkańcy chcieli, aby szpital funkcjonował. Prowadziliśmy rozmowy z innymi podmiotami, sieciami szpitali aby przejęli naszą placówkę. Niestety, nikt nie był tym zainteresowany. Wiem również, że pojawia się pomysł odwołania mnie ze stanowiska w formie referendum.



Napisz komentarz
Komentarze