Reklama

Sześć lat po wyroku TK, trzy lata po zmianie władzy. Gdynianki wystawiają czerwone kartki KO

Organizatorki protestu „Czerwona kartka za aborcję” postanowiły sprawdzić, jak lokalni politycy traktują dawne obietnice. Prezydent Aleksandra Kosiorek zdała ten egzamin, przynajmniej na piśmie. Kartki posypały się za to na posłów i działaczy KO.
Sześć lat po wyroku TK, trzy lata po zmianie władzy. Gdynianki wystawiają czerwone kartki KO
Ci, którzy do poniedziałku do północy nie odpowiedzieli na pytania Kolektywu Manifa Trójmiasto albo odpowiedzieli wymijająco, dostają czerwoną kartkę. Zaprojektowała ją Marta Frej, Gdynianka, jedna z najbardziej rozpoznawalnych artystek związanych z ruchem kobiecym

Autor: Marta Frej

W ponad 20 miejscowościach w całym kraju w czwartek, 22 października odbyły się protesty pod hasłem „Czerwona kartka za aborcję”. Akcję zainicjowała gdańska Fundacja Widzialne, która koordynuje ją w całej Polsce i zaopatruje lokalne organizatorki w plakaty, naklejki i wlepki. Hasłem protestu jest: czerwona kartka dla rządu za niedotrzymanie obietnic w sprawie prawa aborcyjnego. Protestujące przypominają, że sześć lat po orzeczeniu Trybunału i niemal trzy lata po zmianie władzy wciąż czekają na obiecywane zmiany.

Trasa gdyńskiego marszu biegła spod fontanny na skwerze Kościuszki, gdzie za rządów PiS zbierały się uczestniczki strajków kobiet, następnie ulicą Świętojańską pod Urząd Miasta, a stamtąd ulicą Władysława IV pod biuro poselskie Barbary Nowackiej. Ministra edukacji czerwoną kartkę dostała już we wtorek.

Cztery pytania, dwa dni na odpowiedź

Gdynia dołożyła bowiem do ogólnopolskiej akcji własny pomysł. Kolektyw Manifa Trójmiasto, w którego imieniu apel podpisały Dominika Kasprowicz, Martyna Regent, Asma Szehada i Weronika Waligórska, rozesłał pod koniec ubiegłego tygodnia maile do polityków i polityczek związanych z KO: posłów, posłanek, senatora, marszałka województwa, radnych i członków pomorskich władz Platformy. Osobny apel trafił do prezydent Aleksandry Kosiorek. Organizatorki domagały się „jednoznacznej, publicznej deklaracji”, czy adresaci solidaryzują się z protestującymi, i odniesienia się do czterech postulatów:

  1. Uchwalenia legalnej aborcji do 12. tygodnia ciąży, zgodnie z zapowiedzią ze „100 konkretów na 100 dni”.
  2. Usunięcia z Kodeksu karnego art. 152, który przewiduje karę za przeprowadzenie aborcji lub pomoc w niej.
  3. Dostępu do tabletki „dzień po” w każdej aptece bez recepty.
  4. Rozwiązywania przez samorządy nielegalnych zgromadzeń pod szpitalami.

Czwarty postulat to ukłon w stronę Gdańska, gdzie fundacja Kai Godek od miesięcy organizuje pikiety pod szpitalem św. Wojciecha na Zaspie. W Gdyni podobnych zgromadzeń nie było, ale Manifa działa w całym Trójmieście.

Termin odpowiedzi minął w poniedziałek o północy. Kto milczał albo odpowiedział wymijająco, dostawał czerwoną kartkę, a dokładniej jej grafikę, publikowaną w mediach społecznościowych. Zaprojektowała ją Marta Frej, Gdynianka, jedna z najbardziej rozpoznawalnych artystek związanych z ruchem kobiecym.

Do wtorkowego wieczoru czerwone kartki dostali m.in.: marszałek województwa Mieczysław Struk, posłanki Barbara Nowacka i Henryka Krzywonos-Strycharska, poseł Rafał Siemaszko, senator Sławomir Rybicki, były poseł Tadeusz Aziewicz i jego syn, radny Dominik Aziewicz, wiceprzewodnicząca Rady Miasta Gdyni Mariola Śrubarczyk-Cichowska, radni Tadeusz Szemiot, Marcus da Silva, Arkadiusz Dzierżyński i Teresa Bysewska, a także Mariusz Bzdęga, wybrany w 2024 do rady z listy KO, który kilka miesięcy później złożył mandat, by objąć stanowisko w gdyńskim magistracie (dziś już tam nie pracuje). Kartkę dostało też całe koło KO Gdynia Gotowa na Zmiany. Organizatorki przypominają przy tym, że niektórzy z ukaranych w czasie protestów 2020 mieli na zdjęciach profilowych czerwoną błyskawicę – symbol walki o prawo do aborcji.

Marszałek Struk został ukarany jako pierwszy. Za kluczenie. W jego imieniu odpowiedział rzecznik prasowy Michał Piotrowski, i to w pierwszej osobie: „Sprawy, o których Panie piszą, są przedmiotem ważnej debaty społecznej. Uważam, że w dyskusji na tak istotne tematy ważne są otwartość na różne punkty widzenia, wzajemny szacunek oraz poszanowanie prawa do wyrażania własnych poglądów”. Na koniec życzył „spokojnego przebiegu planowanego zgromadzenia”. Do postulatów się nie odniósł. Senator Rybicki nie odpowiedział wcale, jego asystent obiecał jedynie przekazać wiadomość.

– Uważamy, że to jest spychanie na rzecznika odpowiedzialności za udzielenie odpowiedzi. Czujemy duży zawód – mówi Martyna Regent, współorganizatorka akcji.

Byli i tacy, którzy kartki uniknęli. Postulaty publicznie poparło pięcioro gdyńskich radnych: Agnieszka Tokarska, Monika Strzałkowska, Larysa Kramin, Małgorzata Wójcik i Norbert Anisowicz oraz Damian Chmielewski, przewodniczący Zarządu Dzielnicy Pogórze. Część z nich zapowiedziała, że przyjdzie na protest.

Prezydent na delegacji

Najwięcej emocji budziła jednak odpowiedź Aleksandry Kosiorek. To właśnie ona miała być w Gdyni głównym adresatem kartki. Kosiorek jest bezpartyjna, ale do niedawna rządziła miastem w koalicji z KO, a rozpoznawalność – nim w wyborach 2024 stanęła do rywalizacji z Wojciechem Szczurkiem – zyskała jako jedna z twarzy gdyńskich protestów kobiet.

Po rozpadzie koalicji w Radzie Miasta prezydent zapowiedziała, że dla każdego projektu uchwały będzie szukać sojuszników osobno. W praktyce w części głosowań opiera się na wsparciu radnych PiS i Samorządności Wojciecha Szczurka. Organizatorki były więc ciekawe, czy dawna aktywistka zechce się opowiedzieć.

Zechciała. We wtorek, dzień po terminie, Kosiorek wysłała organizatorkom list, który przekazał również nam rzecznik prasowy Urzędu Miasta Tomasz Złotoś.

„Od 2016 roku współorganizowałam gdyńskie protesty w obronie praw kobiet i rozumiem, jak ważne są poczucie sprawczości, bezpieczeństwo i prawo do decydowania o sobie. Niezmiennie uważam, że państwo i ustawodawstwo powinno gwarantować kobietom poszanowanie ich praw, dostęp do rzetelnej informacji i świadczeń medycznych oraz realne wsparcie w trudnych sytuacjach” – napisała prezydent.

Opowiedziała się za niezwłocznym usunięciem art. 152 z Kodeksu karnego, jako że ten przepis „przyczynia się do narastania mitów i rozpowszechniania nieprawdziwych opinii na temat legalnego przerywania ciąży przez lekarza”. Poparła dostęp do antykoncepcji awaryjnej bez recepty, zaznaczając, że wymaga to zmiany prawa farmaceutycznego. Projekt KO i Lewicy, częściowo dekryminalizujący aborcję, nad którym we wtorek debatował Sejm, uznała za taki, który „spełnia jedynie najpilniejsze postulaty”. Wprost o 12 tygodniach nie napisała, poprzestając na zdaniu, że „kobiety powinny decydować o swojej ciąży”. W sprawie pikiet pod szpitalami odpowiedziała, że jeśli są niezgodne z prawem, należy je rozwiązywać, a działania „powinny być podejmowane przez właściwe organy”. Nie dodała, że zgodnie z Prawem o zgromadzeniach takim organem jest właśnie gmina.

Natomiast jej odpowiedź na pytanie o obecność na proteście była negatywna:„Niestety do czwartku włącznie jestem w delegacji poza Trójmiastem” – wyjaśniła.

– Liczyłyśmy co prawda na słowa wsparcia, może bardziej czułe, ale samo poparcie tych postulatów to już jest dużo – ocenia Martyna Regent.

Kosiorek kartki więc nie dostała.

„Weto to wymówka”

Dominika Kasprowicz, formalnie zgłoszona organizatorka gdyńskiego zgromadzenia, o prawa kobiet walczy od 2016. Była koordynatorką lokalną, przez dwa lata zasiadała w zarządzie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Dziś przedstawia się jako „pomagaczka aborcyjna”.

Odpowiedź prezydent przyjęła z satysfakcją.

– Określiła się. Myślę, że doszła do wniosku, że coś musi zmienić, bo eleganckie składanie rączek na filmikach w kolejnej kampanii nie wystarczy. Choć może nie powinnam chwalić dnia przed zachodem słońca – mówi.

Ostro ocenia natomiast dotychczasowe działania rządu, a raczej ich brak. Jej zdaniem przeszkodą nie jest prezydent Karol Nawrocki i groźba weta.

– Obiecali nam legalną, dostępną aborcję do 12. tygodnia w ciągu pierwszych 100 dni. Potem się okazało, że to niewykonalne, bo taki powód albo taka przeszkoda. Tak naprawdę brakuje woli politycznej, bo ten temat jest niewygodny i wyciąga się go z szafy tylko na czas kampanii – mówi. – Proponowałyśmy cały pakiet rozwiązań, które w ogóle nie wymagają podpisu prezydenta: rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia, wytyczne. Weto to wymówka.

Najważniejszy jest dla niej art. 152. To na jego podstawie skazano Justynę Wydrzyńską z Aborcyjnego Dream Teamu za przekazanie tabletek kobiecie w potrzebie.

– Ten przepis wisi też nad głowami lekarzy, którzy przeprowadzając legalne aborcje, muszą się zastanawiać, czy ktoś nie będzie się czepiał dokumentacji. To ich paraliżuje, a kobiety umierają na oddziałach. Ten artykuł musi polecieć w całości, nie wystarczy kosmetyczna zmiana jednego paragrafu – podkreśla.

Sześć lat czekania

22 października 2020 Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej uznał za niezgodne z konstytucją przerywanie ciąży z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu. Wyrok, opublikowany w styczniu 2021, wywołał największe społeczne protesty od 1989. Legalna aborcja jest od tego czasu możliwa tylko wtedy, gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety albo jest wynikiem przestępstwa.

Koalicja Obywatelska szła do wyborów w 2023 z obietnicą aborcji do 12. tygodnia. Lewica i KO złożyły projekty, Trzecia Droga własny, Sejm powołał komisję nadzwyczajną. W lipcu 2024 Sejm odrzucił projekt dekryminalizacji pomocy w aborcji, zabrakło trzech głosów, m.in. posłów PSL. Prezydent Andrzej Duda zawetował wcześniej ustawę o dostępności tabletki „dzień po” bez recepty. Prace w komisji ruszyły dopiero na początku października. Komisja nadzwyczajna przyjęła dwa projekty: KO i Lewicy, który usuwa z art. 152 Kodeksu karnego dwa paragrafy dotyczące przerwania ciąży za zgodą kobiety i pomocnictwa, oraz Trzeciej Drogi, który przywraca możliwość aborcji z powodu ciężkiej wady płodu. 

We wtorek wieczorem, dwa dni przed protestami, Sejm przyjął oba projekty. Za częściową dekryminalizacją aborcji głosowało 217 posłów, przeciw było 213, a troje wstrzymało się od głosu. Przeciw byli wszyscy posłowie PiS, Konfederacji i mniejszych ugrupowań prawicy, ale także większość klubu PSL z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem na czele oraz Szymon Hołownia. Projekt przywracający możliwość przerwania ciąży z powodu ciężkiej wady płodu poparło 233 posłów, przeciw było 203. Ustawy trafią teraz do Senatu, a potem do prezydenta Karola Nawrockiego. Ten, jak można z góry założyć, je zawetuje.

Nawet zwolennicy zmian przyznawali w debacie, że te zmiany to za mało.

– Dekryminalizacja to nie jest tak duży krok, o jakim marzymy – mówiła z mównicy posłanka Lewicy Joanna Wicha. Projektu legalizacji aborcji do 12. tygodnia, czyli tego, czego przede wszystkim domagają się protestujące, w porządku obrad nie było.

– Jeżeli mają przegłosować ustawę kadłubkową, która niewiele zmieni, tylko po to, żeby móc powiedzieć, że cokolwiek dowieźli, to lepiej, żeby tego nie robili. Jeżeli art. 152 nie spadnie w całości, będziemy protestować do skutku – zapowiadała przed głosowaniem Dominika Kasprowicz.

Czerwona kropka na mapie

Martyna Regent, związana z Siecią Obywatelską Watchdog Polska, przez całą kadencję zasiadała w gdyńskiej Radzie ds. Mężczyzn. Teraz współorganizuje akcję i na profilu, który prowadziła jako członkini rady, zbiera odpowiedzi polityków i publikuje czerwone kartki. Profil nazywa się teraz Rada ds. Zwalczania Patriarchatu.

– Kobiety były bardzo potrzebne, kiedy Koalicja Obywatelska tworzyła listy wyborcze. Działaczki proaborcyjne miały już rozpoznawalność i zostały licznie zaproszone. Teraz jednak czas na to, żeby te kobiety miały trochę przestrzeni na wyrażenie własnego głosu – mówi Regent.

Organizatorki nie liczyły na tłumy. Gdańsk, z silną tradycją feministycznych kolektywów, zawsze przyciągał więcej ludzi, a protest odbywał się tam o tej samej porze.

– Rozbujać Gdynię jest niesamowicie trudno. To nie jest miasto o takich tradycjach. Tutaj pierwszym lokalnym kolektywem były w 2016 Kobiety w Czerni, ekipa, z której wyszła pani prezydent Kosiorek. Stosunkowo szybko zniknęła z ulic, bo przekształciła się w Prawniczki Pro Abo, które zaczęły bronić osób aktywistycznych w sądach – mówi Dominika Kasprowicz. – Ważne było dla nas, żeby Gdynia nie była białym miejscem na mapie, żeby tu też była czerwona kropka. Chcemy, żeby kobiety nie wsiadały w SKM-kę i nie jechały do Gdańska, gdzie w tłumie czują się bezpieczniej, tylko zostały tutaj i spróbowały tę Gdynię rozruszać. 

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Pomorska gęsina 2026
Reklama Pomorska gęsina 2026
Reklama
Reklama