Reklama

Czy w Gdańsku pracują urzędnicy po wyrokach? – pytają posłowie PiS. Ciąg dalszy zwolnienia byłego wicedyrektora GZDiZ

Michał Szymański, zwolniony kilka miesięcy temu z Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni, nie pogodził się z dyscyplinarną formą odejścia z pracy i w wyniku mediacji ma otrzymać „zwykłe” zwolnienie oraz trzymiesięczną pensję. Ten fakt oraz stwierdzenie byłego już wicedyrektora GZDiZ, że w Gdańsku i tak „na stanowiskach dyrektorskich pracują osoby z zarzutami” oraz że „niektórzy bywali skazani” wywołały szybką reakcję gdańskich radnych PiS, którzy żądają od prezydent Aleksandry Dulkiewicz wyjaśnień w tej kwestii. Miasto zapewnia, że w tym momencie nie pracuje żaden dyrektor, któremu stawiano by jakiekolwiek zarzuty.
Michał Szymański
Michał Szymański, były wicedyrektor GZDiZ

Autor: Grzegorz Mehring | www.gdansk.pl

„Owcagate” ciąg dalszy. Miasto cofnie dyscyplinarkę Michałowi Szymańskiemu, byłemu wicedyrektorowi GZDiZ

Jak pierwszy poinformował portal trojmiasto.pl, gdańscy urzędnicy będą wycofywać się z dyscyplinarnego zwolnienia byłego wicedyrektora Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni Michała Szymańskiego oraz wręczą mu „normalne” zwolnienie z pracy. Według portalu, ma się tak stać w wyniku mediacji, do której doszło po odwołaniu samego Szymańskiego do sądu pracy. Były wicedyrektor ma też otrzymać równowartość trzymiesięcznej pensji.

Jak dowiadujemy się w gdańskim urzędzie, w procesie mediacji pracodawca, czyli GZDiZ, nie wycofał się z dotychczasowych zastrzeżeń wobec byłego już wicedyrektora, a prowadzona mediacja dotyczyła wyłącznie trybu rozwiązania stosunku pracy i wynikających z niego rozliczeń z byłym pracownikiem.

PRZECZYTAJ TEŻ: Lecą głowy w GZDiZ! Wicedyrektor z dyscyplinarką

Przypomnijmy, wicedyrektor Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni Michał Szymański oraz kierownik Działu Zieleni Janusz Witkowicz zostali dyscyplinarnie zwolnieni z zajmowanych stanowisk w wyniku kontroli Biura Audytu i Kontroli gdańskiego urzędu, przeprowadzonej w GZDiZ po ujawnieniu nieprawidłowości przy wyborze operatora projektu „Opływ na Wypasie”. Kontrola w miejskiej jednostce obejmowała lata 2019-2022. Wyrywkowo sprawdzono 25 postępowań przetargowych poniżej ustawowego progu 130 tys. zł. Główne zarzuty wobec wicedyrektora Michała Szymańskiego dotyczyły braku należytego nadzoru nad postępowaniami, które były realizowane w GZDiZ.

Czarę goryczy w przypadku Szymańskiego i Witkowicza przelała właśnie wspomniana afera związana z projektem „Opływ na Wypasie”, a więc „owcagate”. Padły w tym przypadku wręcz zarzuty o „ustawienie” całej procedury.

PRZECZYTAJ TEŻ: Skrócony wypas. Słynne już owce opuściły Gdańsk

Domagamy się od władz miasta transparentności i ujawnienia osób, które nadal pełnią swoje funkcje, a powinny być zawieszone lub zwolnione. Osoby na eksponowanych stanowiskach muszą budzić zaufanie społeczne.

Przemysław Majewski / radny PiS w Gdańsku

Po „owcagate” zwolnienia Szymańskiego oraz Witkowicza we wrześniu ubiegłego roku domagali się również – także po analizie innych zamówień publicznych, rozstrzygniętych w GZDiZ w latach 2018-2021 – radni Przemysław Majewski oraz Andrzej Skiba, których zdaniem, zwolnieni już z pracy urzędnicy przez wiele lat tolerowali nieprawidłowości w GZDiZ.

W Gdańsku pracują urzędnicy po wyrokach? – pytają posłowie PiS. Miasto odpowiada

Po opublikowaniu artykułu o wynikach mediacji ci sami radni z klubu Prawa i Sprawiedliwości w gdańskiej radzie miasta Przemysław Majewski i Andrzej Skiba zwołali w środę, 1 marca konferencję prasową, w której uczestniczył także poseł Kacper Płażyński. Jak zapowiedzieli, będą domagać się od władz miasta, w tym prezydent Aleksandry Dulkiewicz, informacji, czy w urzędzie miasta, miejskich jednostkach i spółkach pracują osoby z zarzutami karnymi, prokuratorskimi bądź też z wyrokami. A pytają o to, gdyż w oświadczeniu przekazanym portalowi trojmiasto.pl zwolniony Michał Szymański przyznał, iż „cieszyć mogłaby pryncypialność nowej władzy, gdyby nie fakt, że na stanowiskach dyrektorskich pracują w mieście osoby z zarzutami. Pewnie niewinne, ale jednak. Niektórzy bywali skazani, ale nie słyszałem o dyscyplinarkach, po prostu trafiali do spółek”.

PRZECZYTAJ TEŻ: Owce zniknęły, zwolniony urzędnik wcześniej ustawiał odłownię na dziki

– Domagamy się od władz miasta transparentności i ujawnienia osób, które nadal pełnią swoje funkcje, a powinny być zawieszone lub zwolnione. Osoby na eksponowanych stanowiskach muszą budzić zaufanie społeczne – uważa radny Przemysław Majewski, który dodaje, że, jego zdaniem, wszystko wskazuje również na to, iż zwolnienie dyscyplinarne wicedyrektora Szymańskiego było przez urzędników źle przygotowane.

– Układ gdański, czyli sieć nieformalnych powiązań w mieście, od lat trzyma się dobrze. Dobrze, ale dla siebie, a nie dla mieszkańców Gdańska, którzy ponoszą konsekwencję wielu zaniedbań. Pracować w Gdańsku na kierowniczych stanowiskach to żyła złota, a co innego wykonywać ciężką pracę urzędniczą. Coraz więcej pracowników uświadamia sobie, i to nie tylko zwolniony wicedyrektor Szymański, że w Gdańsku nie ma już władz, dla których warto pracować – mówił radny Andrzej Skiba.

PRZECZYTAJ TEŻ: Zwolniony za owce urzędnik pozywa GZDiZ

W związku z oświadczeniem byłego wicedyrektora Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni Michała Szymańskiego, a także z publicznymi pytaniami zadanymi podczas konferencji prasowej przez posła Kacpra Płażyńskiego oraz radnych Przemysława Majewskiego i Andrzeja Skibę, wystąpiliśmy do gdańskiego magistratu o informację, czy w Urzędzie Miejskim w Gdańsku bądź też w miejskich spółkach i/lub innych instytucjach miejskich są zatrudnione osoby, które mają zarzuty karne, prokuratorskie bądź też wyroki.

W odpowiedzi otrzymaliśmy jedynie zapewnienie, że w tym momencie nie pracuje żaden dyrektor, któremu miasto stawiałoby jakiekolwiek zarzuty.


tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama SWP Strategia 2035
Reklama Pomorska gęsina 2026
Reklama SWP Strategia 2035
Reklama Strefa GDA - uzyskaj wsparcie