Reklama Praca

Wszystkie bolączki Lechii. Czy biało-zieloni mogą spaść z ligi?

Kompromitująca porażka z Radomiakiem sprawia, że Lechia Gdańsk mocno komplikuje sobie końcówkę sezonu. Czy spadek jest realny? Niestety tak. Problemy z formą przyszły w najgorszym możliwym momencie, a to przecież nie wszystkie bolączki zespołu Johna Carvera. Co się stało z zespołem, który swoją grą zachwycał wszystkich dookoła?
Wszystkie bolączki Lechii. Czy biało-zieloni mogą spaść z ligi?
Lechia Gdańsk w kryzysie. Czy grozi jej spadek z Ekstraklasy?

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Sezon jak żaden inny

To, co się dzieje w obecnym sezonie Ekstraklasy jest niepojęte. Wszystko zostało postawione na głowie. Na trzy kolejki przed końcem wciąż nic nie wiadomo. Jedynie, że spadł już Bruk-Bet. Kto spada razem z nimi? Kto mistrzem, kto w pucharach? Na boiskach działy się już takie cuda, że naprawdę nie dziwi, że zaczęto mówić o powstaniu „spółdzielni”.

Tyle że im dalej w las, tym bardziej ta teoria zaczynała się sypać. Po prostu taki sezon się trafił. Jedni powiedzą, że wyrównany, inni, że świadczący o słabości polskiej ligi. I chyba właśnie ku temu drugiemu argumentowi należy się skłaniać - praktycznie każdy zespół był chwiejny. Żaden z klubów nie utrzymuje stabilnej formy.

Przed nami trzy ostatnie kolejki i patrząc na to, co już za nami, można oczekiwać, że kolejne cuda wydarzą się na murawach. Zarówno ze strony piłkarzy, jak i sędziów. Jak z tym wszystkim poradzą sobie zawodnicy gdańskiej Lechii? Patrząc na ich ostatnie poczynania, można mieć spore obawy.

CZYTAJ TEŻ: Blamaż Lechii Gdańsk w meczu z Radomiakiem

Przed Lechią mecz o życie

Biało-zieloni na koniec sezonu notują serię podobną do tej z jego początku. Wówczas również nie wygrali kilku meczów z rzędu i mało kto myślał, że uda się odrobić ujemne punkty. Ostatecznie udało się, a drużyna Johna Carvera zachwycała polotem. Tyle że kibice zapewne woleliby, aby ten przestój wydarzył się na początku roku, a nie teraz, kiedy przewaga nad strefą spadkową wynosi dwa punkty. Do tego najbliższy mecz jest o życie - zarówno dla Lechii, jak i dla Widzewa.

Angielski trener uspokaja, ale i po nim widać, że coraz bardziej traci cierpliwość do swoich podopiecznych. W Radomiu powróciła nie tylko nieskuteczność, ale też radosna gra w obronie, która skończyła się rozdaniem trzech prezentów grającym w osłabieniu rywalom.

To też czwarty już mecz, który Lechia gra z przewagą zawodnika i nie potrafi go wygrać. Ale jak można wygrywać, skoro nie potrafi się grać w ataku pozycyjnym? Najbliższe mecze z Widzewem i Legią będą męczarnią dla Gdańszczan, ponieważ z tymi zespołami nie ma co liczyć na otwarty mecz. Wygra ten, kto popełni mniej błędów. Patrząc na to, co wyczyniają Gdańszczanie, faworytami nie są.

Za krótka kołdra

Oczywiście patrząc na ten sezon należy Lechii oddać, że mając taki skład, udało się jej zdobyć ponad 40 punktów. Gdyby nie kara od PZPN-u, biało-zieloni mieliby ich dziś 43 i… walczyli o europejskie puchary. A że mają 38, to „walczą o spadek”. Taki to sezon właśnie.

Tyle że jeśli ktoś myślał, że mając taki skład, uda się osiągnąć coś więcej, niż utrzymanie - a jak widać i o to trzeba drżeć - był po prostu marzycielem. Lechia ma za krótką kołdrę. I za mało jakościowych zawodników. Są nimi Bobcek, Mena, Kapić i Zhelizko. Jeśli ta czwórka spuszcza z tonu, zaczynają się kłopoty. A jeśli z tonu spuszcza też reszta, która w optymalnej formie jest co najwyżej przeciętna, oglądamy takie blamaże jak w Radomiu.

Dziennikarze lubią wypytywać Johna Carvera, dlaczego nie robi zmian. To jest pytanie dla samego pytania. Kogo ma wpuścić na to boisko? Najlepsi już po nim biegają. Każda roszada to proszenie się o kłopoty. Bo czy na ławce jest ktoś, kto wchodzi i daje jakość, robi różnicę? Nie ma. Ten zespół wymaga gruntownej przebudowy po sezonie. Ale najpierw trzeba uratować ten, aby nie wrócić do 1 Ligi.

„Nie mam bramkarza”

Słynny trener Janusz Wójcik znany był ze swoich kwiecistych komentarzy w trakcie meczów. Jeden z najsłynniejszych to właśnie „nie mam bramkarza” z całym szeregiem przekleństw dookoła. John Carver może spokojnie powiedzieć to samo. W Gdańsku nie ma dobrego bramkarza.

Alex Paulsen ma swoje momenty, ale jest za niski. Po prostu - wielokrotnie było to widać przy traconych bramkach. Gdyby miał 10 cm więcej, wiele z tych strzałów by wyciągnął. Nawet w Radomiu co najmniej dwa by nie trafiły do siatki. Ale Nowozelandczyk gra cały czas. Są dwie opcje - albo jest to jeden z zapisów wypożyczenia, albo Szymon Weirauch jest w katastrofalnej formie.

Tak naprawdę Paulsen znacząco drużynie pomógł tylko raz. W domowym meczu z Pogonią Szczecin - wówczas obronił w kluczowym momencie dwa groźne strzały i znacząco przyczynił się do wygranej. To jednak zdecydowanie za mało. Pozycja między słupkami powinna być jednym z priorytetów na kolejny sezon.

ZOBACZ TAKŻE: Lechia Gdańsk przegrała z Rakowem. Decydujący gol w doliczonym czasie!

Za mało różnorodności

Problemem Lechii jest też mimo wszystko schematyczna gra. Oczywiście wynika ona z wielu kwestii - wąski skład, umiejętności zawodników, atuty poszczególnych graczy czy konieczność niwelowania popełnienia prostych błędów. Biało-zieloni najlepiej czują się, gdy można grać szybko, a na boisku jest sporo wolnej przestrzeni. Wtedy wykorzystują swoje mocne strony, wtedy też strzelają mnóstwo bramek.

Jeśli tego nie ma - panika. Kopanie dla kopania - ja do ciebie, ty do mnie. Zero pomysłu, zero ruchu, a do tego narastająca z każdą kolejną minutą frustracja, że nic się nie udaje. John Carver ma przed sobą bardzo trudne zadanie, bo przed jego piłkarzami dwa mecze, w których będą musieli prowadzić grę.

Oczywiście nie da się zmienić nagle stylu czy przyzwyczajeń zawodników, ale najbliższe treningi powinny skupić się właśnie na takim „męczeniu buły”. Bo spotkania z Widzewem i Legią - kluczowe dla utrzymania - tak właśnie będą wyglądać. Trzeba być dokładnym, cierpliwym i przede wszystkim skutecznym. Bo może się okazać, że będzie tylko jedna klarowna okazja - nie można jej będzie nie wykorzystać.

Czy wystarczy jakości?

Jeśli Lechia spadnie po takim sezonie - gdzie jest najlepszą ofensywą ligi, gdzie odrobiła ujemne punkty, gdzie przez długi czas zachwycała wszystkich swoją grą - będzie to jego najlepsze podsumowanie. Bo to jest po prostu absurd - kończące się rozgrywki Ekstraklasy nie mają w sobie krzty logiki.

Należy jednak liczyć, że tej jakości, którą kilku zawodników wielokrotnie pokazywało, wystarczy. Że Bobcek się przełamie, Mena zrobi kolejny znakomity rajd, Zhelizko huknie jak z armaty, a Kapić znowu przypomni sobie jak dyrygować zespołem.

Kluczowy mecz w sobotę w Łodzi. Po nim będziemy już praktycznie wszystko wiedzieli.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Festiwal Kultury Ocalonej 2026