Poczuł pan ulgę po odejściu szefowej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz?
Myślę, że współpracę z panią ministrą najlepiej opisują członkowie jej byłej już partii - Polski 2050.
Chodzi panu o to, że po odejściu pani Pełczyńskiej-Nałęcz członkowie Polski 2050 poszli na imprezę... posła PiS?
Nie, o to raczej, że wszyscy panią minister opuścili, co dużo mówi o samym polityku, a w tym przypadku o (jeszcze do niedawna) szefowej partii. Żaden z posłów Polski 2050 nie poszedł za swoją szefową. Co więcej, nikt jej nie zatrzymywał. To mówi samo za siebie i tylko potwierdza, że pani Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nie była dla swoich najbliższych współpracowników politycznych osobą łatwą we współpracy.
Pan mówi bardzo ostrożnie. Ale wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz w TVN24 nie gryzł się w język i zarzucił byłej ministrze przemocowe rządzenie m.in. w resorcie, dodając: - Jedyny Jacek Karnowski wytrzymał, bo musiał. Ale jak go widziałem każdego dnia w Sejmie i się pytałem: - Jak się masz, to uważał to za szyderstwo.
Odpowiem tak: wiceministrowie w naszym resorcie, którzy nie byli posłami, nie mieli zbyt łatwego życia przy pani minister. Ograniczano im, na przykład, wyjazdy służbowe po Polsce, które były wręcz wpisane w ich charakter pracy. Ja byłem jako poseł w lepszej sytuacji; sam wielokrotnie wyjeżdżałem w delegacje jako poseł, a nie wiceminister, żeby po raz kolejny już nie prosić pani Pełczyńskiej-Nałęcz o zgodę na wyjazd. Ta współpraca była rzeczywiście trudna.
Sama była ministra zarzuciła wcześniej Donaldowi Tuskowi „przemocową kulturę zarządzania”.
Znam pana premiera od ponad 30 lat. To prawdziwy wymagający lider i czasami musi być twardy. Nierzadko podejmuje też trudne decyzje, ale przemocowości w jego zachowaniach nigdy ani ja, ani inni ministrowie nie zauważyliśmy. Warto dostrzec w swoim oku belkę, niż u kogoś innego widzieć drzazgę. Pana premiera nigdy nie opuściła połowa partii, ani połowa ministrów. Panią minister wszyscy jej posłowie.
Jakie nadzieje wiąże pan z nową szefową - ministrą Agnieszką Bartol?
Czytając życiorys zawodowy ambasador Agnieszki Bartol od razu widać, że to osoba kompetentna z szeroką wiedzą i ogromnym, wieloletnim doświadczeniem w pracy w instytucjach europejskich i rządowych. To przede wszystkim super ekspertka od Unii Europejskiej. Ostatnio Pani Agnieszka Bartol była stałą przedstawicielką RP przy UE, pierwszą kobietą na tym stanowisku. W przeszłości pracowała też w Kancelarii Premiera. Ma więc doświadczenie zarówno w pracy w administracji rządowej oraz – przede wszystkim - zagranicą, w tym także przy funduszach i budżecie unijnym. Od dwóch lat mam też przyjemność współpracować z panią ambasador, jak i z osobami z zespołu przyszłej Pani minister, w Brukseli. I to naprawdę są najwyższej klasy zawodowcy.
Znowu pana szefową będzie kobieta. Nie ma pan z tym problemu, że zapytam przekornie?
Pracę w samorządzie zaczynałem u boku Franciszki Cegielskiej, jednej z liderek i prekursorek polskiego i pomorskiego samorządu po 1989 roku. Bardzo dobrze wspominam ten czas. W Trójmieście mamy teraz same prezydentki, w skład władz Rady Miasta Sopotu też wchodzą same kobiety. Współpraca z wojewodą pomorską również układa się znakomicie. Po prostu liczy się fachowość i osobowość, a nie płeć.
Jak pan sądzi, czy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zostanie w polityce? A jeśli tak, to gdzie może szukać miejsca?
O to proszę już pytać ją samą. Nie znam jej planów na przyszłość.



Napisz komentarz
Komentarze