Pytania o kontrakt pani dyrektor szpitala w Miastku
W szpitalu w Miastku, będącym w trakcie likwidacji, i wokół niego aż kipi od emocji. Ostatnia, 15. prezes placówki (liczenie należy rozpocząć od 2014 roku) - Teresa Finkiewicz rzuciła papierami 3 sierpnia br. Zaraz po tym wygasły umowy z NFZ.
Na stanowisku dyrektora ds. zarządzania pozostała Agnieszka Chrzanowska, siostra byłej prezes. Natychmiast pojawiły się plotki, że otrzymała gwarancję zatrudnienia na trzy lata z zarobkami rzędu ponad 30 tys. zł miesięcznie.
- Pani Chrzanowska nie ma podpisanego kontraktu na trzy lata – twierdzi burmistrz Miastka Jerzy Wójtowicz, który przypomina, że kontrakt ten podpisywała jeszcze była prezes. - Nawet gdyby dyrektor zarabiała 30 tysięcy złotych, nie jest to kwota oszałamiająca dla menadżera, który zajmuje się tak skomplikowanymi sprawami. Dba o to, aby proces likwidacji szpitala w Miastku zafunkcjonował sprawnie. Przygotowuje też szpital pod wynajem innym podmiotom medycznym pod prowadzenie poradni specjalistycznych. Pani Chrzanowska obecnie zarządza szpitalem w Miastku i jej zadaniem jest przygotowanie placówki do likwidacji.
CAŁA ROZMOWA Z BURMISTRZEM MIASTKA: Jerzy Wójtowicz, burmistrz Miastka: Wniosek o upadłość szpitala będzie gotowy jeszcze w sierpniu
Agnieszka Chrzanowska nie jest zatrudniona w szpitalu na podstawie umowy o pracę. Usługi zarządcze świadczy w formule B2B przez reprezentowaną przez nią firmę. – Ukończyłam SGH w Warszawie, mam wyższe wykształcenie i przez 25 lat zarządzałam ważnymi strukturami. Nigdy nie naraziłabym reputacji zawodowej, na którą pracowałam przez całe życie - podkreśla obecna dyrektor placówki w Miastku.
Doniesienia do policji i prokuratury
Po odejściu Teresy Finkiewicz już dwa razy angażowano miastecką policję. Po raz pierwszy chodziło o rzekome pobicie przez dyrektor zwolnioną dyscyplinarnie byłą prokurent. Drugi raz o ostatecznie niepotwierdzoną nietrzeźwość lekarza, świadczącego w Miastku nocną i świąteczną pomoc lekarską. Lekarz jednak zszedł z dyżuru. Wydał oświadczenie, że trakcie pracy otrzymał informację, iż szpital nie posiada już umowy z NFZ na NiŚOZ. A to, ze względów prawnych, nie pozwalało mu na kontynuowanie świadczeń.
W tle incydentów padają poważniejsze oskarżenia. - Afera robi się coraz większa, a służby będą miały dużo pracy – twierdzi nasz informator.
Oprócz spraw objętych śledztwem prokuratury w Bydgoszczy (przygotowuje oskarżenie byłej prezes o szkody majątkowe wyrządzone spółce) i Słupsku (sprawa spółki Spine, wykonującej w szpitalu zabiegi termolezji), prokuratorzy będą musieli pochylić się nad kolejnymi doniesieniami.
- Pierwsze zawiadomienie do prokuratury złożyliśmy w połowie lipca tego roku – twierdzi Sławomir Czomko, przewodniczący Komisji Rewizyjnej Rady Miasta Miastko, który nie chce zdradzać niejawnych szczegółów i komentować sprawy. - Dokument wycofaliśmy, aby dokonać uzupełnień. Kilka dni temu wraz z grupą radnych ponownie złożyliśmy zawiadomienie. Informujemy w nim o działaniu na szkodę spółki Szpital Miejski w Miastku. Działań tych miały podejmować się organy zarządzające spółką. Zawiadomienie złożyliśmy drogą elektroniczną i listownie. Dokument trafił również do KWP w Gdańsku.
CZYTAJ TAKŻE: Umowa szpitala w Miastku z NFZ wygasła. Co z pacjentami?
Dyrektorka oskarża byłą prokurent
Z kolei obecna dyrektor, Agnieszka Chrzanowska, formułuje poważne zarzuty wobec zwolnionej dyscyplinarnie byłej prokurent szpitala. Uzasadnienie decyzji obejmowało osiem punktów dotyczących naruszeń i działań na szkodę spółki, w tym niszczenie ważnych dokumentów szpitala, m.in. związanych ze współpracy ze spółką Spine i związanych z tym konsekwencji finansowych w rozliczeniach z NFZ.
- Nie zamierzam nikogo oskarżać bez dokumentów – zaznacza Chrzanowska. - Ale jeżeli dokumenty pokazują konkretne decyzje, działania i osoby, moim obowiązkiem jest o tym mówić. Szpital musi zostać dokładnie rozliczony z przeszłości. Nie będę milczała, kiedy odnajdujemy dokumenty pokazujące skalę wcześniejszych zaniedbań. Jeżeli konkretne decyzje doprowadziły do strat albo wielomilionowych zobowiązań, trzeba ustalić, kto je podejmował i kto za nie odpowiada.
Dyrektor przypomina, że samorząd w kolejnych latach przeznaczał ok. 35 mln zł na funkcjonowanie placówki. Teraz trzeba szczegółowo wyjaśnić, jak środki te wykorzystywano i dlaczego mimo wsparcia sytuacja szpitala systematycznie się pogarszała.
PRZECZYTAJ TEŻ: Studium upadku szpitala w Miastku, czyli sami swoi i niezdrowe interesy
– Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co stało się z pieniędzmi przeznaczanymi na szpital i dlaczego dzisiaj znaleźliśmy się w tak dramatycznym położeniu – mówi Chrzanowska. I dodaje: - To narastająca przez lata kula śnieżna. Gdyby kilka lat temu przeprowadzono głęboką restrukturyzację i zapewniono środki na jej wykonanie, być może dzisiaj szpital znajdowałby się w zupełnie innym miejscu.
Do rozliczeń włączyli się politycy. Trzej posłowie PiS (Aleksander Mrówczyński, Dorota Arciszewska-Mielewczyk, Michał Kowalski) zorganizowali 12 sierpnia spotkanie w sprawie sytuacji szpitala w Miastku. Pojawiły się zarzuty pod adresem burmistrza, pytano o zaległe pensje, rzucano pomysłami na ratowanie szpitala.
Obecna dyrektor uważa, że szpital jest wykorzystywany przez polityków do prowadzenia kampanii. - Można składać dowolne deklaracje, ale na końcu pozostają faktury, wierzyciele, zobowiązania i odpowiedzialność za pacjentów – twierdzi. - Tego nie da się rozwiązać konferencją prasową ani politycznym hasłem.
Kościół Naturalny i przekonania prywatne
Do redakcji dotarł z kolei mail z potwierdzoną informacją, że Agnieszka Chrzanowska jest właścicielką gospodarstwa w województwie zachodniopomorskim, na terenie którego działa Instytut Ziołowa Magia Gminy Wyznaniowej Warszawa Śródmieście Kościoła Naturalnego.
W czym rzecz? Kościół Naturalny został wpisany do rejestru MSWiA przed niespełna 5. laty. Do niedawna przełożonym gminy w Szczecinie był Lech K. W grudniu 2025 roku były już biskup został zatrzymany przez CBŚP z 11. osobami, z którymi miał działać w zorganizowanej grupie przestępczej. Oskarżenia mówią o wyłudzeniu 6 mln zł z Funduszu Kościelnego, sprowadzaniu nielegalnych imigrantów jako „misjonarzy”, praniu brudnych pieniędzy itp. Media donosiły o przypadkach rejestracji zadłużonych gospodarstw jako „miejsc kultu religijnego” Kościoła Naturalnego, co pozwalało na uniknięcie zajęć komorniczych.
Jakie są związki Agnieszki Chrzanowskiej z Kościołem Naturalnym?
Dyrektor zdecydowanie zaprzecza, aby miała cokolwiek wspólnego ze szczecińską aferą dotyczącą tego kościoła.
– Nie jestem członkiem Kościoła Naturalnego – podkreśla, krytycznie odnosząc się do prób łączenia prywatnych przekonań religijnych z działalnością zawodową. Wyjaśnia, że nieruchomość będąca przedmiotem zainteresowania stanowi prywatne gospodarstwo rolne i jest elementem jej prywatnego majątku.
– Takie zarzuty godzą również w moje uczucia religijne – mówi. - Każdy człowiek ma prawo do przekonań, wiary albo jej braku. Ja także zastrzegam sobie prawo do poglądów religijnych. Nie mają one nic wspólnego z funkcją, którą pełnię, ani ze sposobem zarządzania szpitalem.
ZOBACZ TEŻ: Pomagamy i będziemy pomagać pacjentom z Miastka – deklaruje szpital w Słupsku
Uważa, że sfera przekonań religijnych pozostaje jej prywatną sprawą. – Próba wykorzystywania moich poglądów religijnych do atakowania mnie osobiście, przekracza granice uczciwej debaty – twierdzi. - Można oceniać moją pracę, decyzje zarządcze i efekty działania, ale moje prywatne przekonania nie powinny mieć z tym nic wspólnego.
- Pierwszy raz słyszę w ogóle o takim kościele i rzekomej współpracy z nim pani Chrzanowskiej. Nie interesuje mnie prywatne życie innych osób – mówi z kolei burmistrz Miastka.
W opinii dyrektor Chrzanowskiej nasilenie krytyki ma związek z ujawnianiem kolejnych informacji dotyczących wcześniejszego funkcjonowania placówki. – Niemal codziennie ujawniam kolejne kulisy nieprawidłowości i zaniedbań – mówi. - Za konkretnymi decyzjami stoją konkretne osoby. Im więcej dokumentów odnajdujemy i im więcej spraw wychodzi na jaw, tym silniejsze stają się ataki na mnie.
Ludzie i pieniądze
Szpital zatrudnia blisko 200 osób na umowach o pracę. Nieoficjalnie mówi się, że pensje w świadczącym coraz mniej świadczeń szpitalu nie były złe. W trakcie audytu okazało się, że zarobki niektórych pielęgniarek sięgały 27 tys. zł miesięcznie.
Zanim zadecydowano, że złożony zostanie wniosek o upadłość szpitala, padła propozycja, by związki zgodziły się na trzymiesięczne zawieszenie części świadczeń dodatkowych. Zabrakło zgody. Według relacji Chrzanowskiej podczas rozmów miało paść nawet stwierdzenie, że upadłość jest lepszym rozwiązaniem.
– Nie chodziło o trwałe odbieranie pracownikom ich praw. Szukaliśmy rozwiązania przejściowego, które mogłoby ograniczyć wydatki i dać nam trochę czasu. Przy tak poważnym kryzysie oczekiwałam gotowości wszystkich stron do rozmowy i kompromisu – mówi dyrektor. -Potrzebujemy współpracy.
ZOBACZ TEŻ: Lekarze na celowniku skarbówki. Nieprawidłowości sięgają ponad 100 mln zł
Aneta Szkit-Ciesielska, pielęgniarka anestezjologiczna w miasteckim szpitalu, reprezentująca Ogólnopolski Związek Pielęgniarek i Położnych oraz Zakładową Organizację Związkową przy placówce, krótko diagnozuje sytuację upadającego szpitala w Miastku.
- Oddziały są pozamykane - mówi - Nie ma kontraktu z NFZ, szpital nie ma finansowania. Pracownicy czekają na wypowiedzenia. Związki zawodowe uzgadniają proces zwolnień grupowych. Ciężko jest rozmawiać z zarządem, ale jestem dobrej myśli. Mamy 20 dni na zakończenie negocjacji. Szpital nie ma pieniędzy. Nie wiemy, co się stało z cała kwotą z 5 mln zł, które szpital dostał od miasta. Poprosiliśmy o listę wydatków, czekamy na informacje. Uważamy, że zarząd powinien przekazać nam tę wiedzę.
Ze szczątkowych informacji wynika, że na pewno część pieniędzy przekazano na zaległe wynagrodzenia dla lekarzy oraz zaległe wypłaty za maj dla pracowników etatowych.
Ale co z resztą pieniędzy?
Burmistrz Wójtowicz tłumaczy, że najpierw należy wypłacić należne świadczenia osobom zatrudnionym na umowach o pracę, a dopiero później pracownikom na kontraktach i umowach zlecenia. Uzgodniono już z Urzędem Pracy, że osoby zatrudnione na umowach o pracę otrzymają środki z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Będzie to pełna odprawa oraz wynagrodzenie za trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Dzięki temu środki, które pozostały, można przeznaczyć na wypłatę wynagrodzeń osobom pracującym na podstawie umów zlecenia i kontraktów. Gdyby ich wierzytelności trafiły do ogólnego postępowania upadłościowego, mogliby długo czekać na wypłatę należnych im pieniędzy.
Miastecki szpital zgłosił już do Powiatowego Urzędu Pracy w Bytowie 180 pracowników do zwolnień grupowych.
W fatalnej sytuacji są pracownicy kontraktowi. W pojedynczych przypadkach zaległości wobec lekarzy zatrudnionych na kontraktach sięgają kilkuset tysięcy złotych.
– Pracownicy nie stworzyli problemów finansowych, które narastały przez wiele lat. Nie można ludzi wykonujących swoją pracę obarczać odpowiedzialnością za decyzje zarządcze czy finansowe - mówi Chrzanowska, przyznając, że obecna sytuacja personelu jest wyjątkowo trudna i wszystkie decyzje dotyczące zatrudnienia powinny być podejmowane odpowiedzialnie i z poszanowaniem praw pracowników. – Nie potrzebujemy dodatkowego konfliktu z personelem. Ci ludzie także znaleźli się w sytuacji, której nie stworzyli – dodaje.
Szpital w Słupsku zadeklarował, że zatrudni pielęgniarki z Miastka, dając gwarancję stałej pracy i dobrej pensji. Chęć przeniesienia się do Słupska zgłosiły jednak na razie pojedyncze osoby.
WIĘCEJ: Szpital w Słupsku chce zatrudnić pielęgniarki i pielęgniarzy z Miastka
Dług nie do spłacenia
Szczęśliwie dla Miastka (i znacznie mniej szczęśliwie dla wierzycieli) szpital działa w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Oznacza to, że za swoje zobowiązania odpowiada przede wszystkim sama spółka - całym swoim majątkiem. Jej właściciel, czyli gmina, co do zasady nie odpowiada natomiast za długi spółki własnym majątkiem, a jedynie do wysokości ewentualnych udzielonych poręczeń np. kredytów.
- Szpital jest stary, a budynki wymagają ogromnych nakładów – mówi Agnieszka Chrzanowska. Jeżeli skala zobowiązań potwierdzi nasze obecne obawy, majątek spółki może po prostu nie wystarczyć na pokrycie wszystkich długów.
Mimo braku zgody na konsolidację placówki w Miastku ze szpitalem w Słupsku, nadal prowadzone są rozmowy z Urzędem Marszałkowskim. Wiadomo, że najpierw musi dojść do ogłoszenia upadłości szpitala, gdyż przejęcie go z długami nie wchodzi w rachubę. Być może zostanie zakupiony od syndyka za niższą cenę. Nie ma pewności, że wszystkie obecne usługi medyczne wrócą do szpitala w Miastku, ale trwają rozmowy na temat pozostawienia w mieście SOR i interny.
ZOBACZ TEŻ: Jest już wniosek o upadłość szpitala w Miastku! Co z opieką medyczną w mieście?
We wtorek, 18 sierpnia, burmistrz Wójtowicz poinformował, że został złożony wniosek o ogłoszenie upadłości Szpitala Miejskiego w Miastku. „To trudna decyzja. Ale odpowiedzialność polega właśnie na podjęciu decyzji, których nikt nie chce podejmować.” - napisał burmistrz.
Do końca sierpnia br. wniosek o likwidację szpitala powinien trafić do sądu.



Napisz komentarz
Komentarze