Mieszkam w Gdyni. W jakim stopniu może mnie dotyczyć wojna hybrydowa?
Ona dotyczy nas wszystkich. W stanie wojny hybrydowej jesteśmy od dłuższego już czasu. Przy czym rozdzieliłbym to na część morską i lądową. Na lądzie przejawami wojny hybrydowej są akty dywersji, które mogą dotyczyć komunikacji, portów morskich. Może dochodzić do podpaleń, nie wykluczam działań terrorystycznych w postaci wybuchów w blokach czy centrach handlowych. To wszystko należy brać pod uwagę, jeżeli mieszkamy w Gdyni lub innym nadmorskim mieście.
Strach się bać…
Nie chodzi o wzbudzanie strachu, ale uwzględnienie, że coś takiego może się wydarzyć. Wojna hybrydowa na tym właśnie polega.
Przy czym najwięcej uwagi nie skupiałbym na pożarach, wypadkach i wybuchach, a na części kognitywnej wojny hybrydowej, czyli oddziaływaniu na umysły ludzi. Jej głównym elementem jest urabianie opinii oraz wpływanie na decyzje poprzez dezinformację. A także przez informację, bo prawda często miesza się z nieprawdą. W tym Rosjanie są wręcz mistrzami. Mają odpowiednią literaturę teoretyczną, której autorami byli nawet oficerowie z carskiej Rosji, tacy jak Jevgenij Messner, autor koncepcji wojny buntowniczej. Groźne jest dzielenie społeczeństwa, tworzenie jakichś grup, czyli doprowadzanie do destabilizacji wewnętrznej. Moim zdaniem, mieszanie w głowach jest dużo bardziej niebezpieczne niż akty zbrojne czy akty terroru.
Jak się na to uodpornić?
Zadajmy sobie istotne pytanie – w jakim stopniu jesteśmy przygotowani na dezinformację, rozsiewanie plotek? Powtarzanie niesprawdzonych informacji zawsze odnosi skutek. Wszyscy musimy zdawać sobie z tego sprawę.

Dobrze chronimy przed potencjalnymi dywersantami bałtycką infrastrukturę krytyczną, w tym porty, morskie farmy wiatrowe, podwodne kable światłowodowe, a w przyszłości elektrownie jądrową?
Nie ma ochrony stuprocentowej. Obecnie, według mojej wiedzy, dostatecznie chronimy i porty, i konstrukcje, które powstają na morzu. Mowa o farmach wiatrowych. To samo dotyczy portów, w których odbywa się przeładunek ropy naftowej i gazu. Oceniam to na podstawie własnych doświadczeń, gdyż miałem okazję osobiście przyjrzeć się, jak to działa w praktyce.
Polskie porty są, jak na dzisiejsze standardy, dobrze zabezpieczone. Dodatkowym ważnym elementem, który w tej chwili powstaje, jest Centrum Bezpieczeństwa Morskiego, nowa instytucja oparta na strukturach Morskiego Oddziału Straży Granicznej i podlegająca pod MSWiA. Do niej całodobowo będą spływały wszystkie informacje od współdziałających instytucji, z wszystkich dostępnych sensorów, żeby zapobiegać różnego rodzaju incydentom. Powinniśmy się bowiem liczyć z aktami dywersji na polskich obszarach morskich albo nękaniem wobec obiektów znajdującej się tam infrastruktury krytycznej, prowadzonymi przez drony nawodne, podwodne, powietrzne. Może to być również rozpoznanie lotnicze czy bliskie przeloty, chociaż wokół takich sztucznych konstrukcji obowiązuje strefa bezpieczeństwa.
Obcy statek lub samolot nie mogą zbliżyć się do naszych farm wiatrowych?
Farmy wiatrowe są budowane w naszej wyłącznej strefie ekonomicznej, co oznacza, że obowiązuje tam wolność żeglugi i przelotów. Samoloty wojskowe oraz jednostki pływające mogą więc poruszać się bez żadnych ograniczeń, uwzględniając oczywiście rozciągającą się na 500 m w każdym kierunku od instalacji strefę bezpieczeństwa.
Uwzględniają?
Nie zawsze. Przypadki naruszenia swojej strefy zgłaszali już Niemcy, my też zauważyliśmy w polskiej strefie dziwne manewrowanie rybackiego kutra rosyjskiego, a później statku, który zaczął dryfować nad kablem podwodnym. Interwencja była natychmiastowa, gdyż zarówno Marynarka Wojenna, jak i Morski Oddział Straży Granicznej, oprócz jednostek pływających, również dysponują statkami powietrznymi zapewniającymi szybką interwencję. Nakazano mu opuścić to miejsce, z uwagi na bezpieczeństwo instalacji. Można to nazwać poniekąd nękaniem, ale także sprawdzaniem, na ile można nas podejść, na ile jesteśmy czujni oraz jaka jest struktura ochrony danej instalacji.
Trzeba przy tym wiedzieć, że na Wybrzeżu mamy naprawdę sporo obiektów o znaczeniu strategicznym. Elektrownia jest jeszcze w powijakach, ale takimi obiektami są Terminal LNG w Świnoujściu, Naftoport w Gdańsku, w całości Port Północny, rurociąg Baltic Pipe. Ich ochrona jest dość skuteczna, i jak na razie – odpukać – nic nie zakłóciło ich działania.
Za to nękają nas zakłócenia sygnałów GPS-u.
Stacjonarne jednostki walki radioelektronicznej działają w Obwodzie Królewieckim, wiadomo też, że zagłuszanie Rosja prowadzi również z kosmosu. Na lądzie mają z tym problem m.in. posiadacze dronów. Osobiście znam przynajmniej kilkanaście przypadków znajomych, którzy przez to stracili drony. To samo dotyczy nawigacji w samochodach itd. Jest to uciążliwość dla wszystkich, poczynając od żeglugi, gdzie trzeba przejść do starych metod nawigacji na morzu, w oparciu o obiekty brzegowe albo radionamiary.
Jak skutecznie z tym walczyć?
Nie znam środków, które by pozwalały zwalczać to zjawisko. Możemy tylko wrócić do starych zwyczajów, kiedy posługiwaliśmy się mapą drogową lub po prostu znaliśmy teren. Jest to uciążliwe, ale musimy się przyzwyczaić z tym żyć.
Nie jest przyjemnie żyć w poczuciu ciągłego zagrożenia.
Zgadzam się, ale trzeba z tej sytuacji wyciągnąć wnioski. Wobec ryzyka zagrożeń na wyższym poziomie, które mogą grozić aktami terroru, konieczne jest wykazywanie społecznej czujności. Należy zwracać uwagę na jakieś rzeczy nietypowe, podejrzane i od razu zgłaszać je policji czy straży miejskiej.
Czy ta wojna będzie eskalować?
Może eskalować, może deeskalować. Wszystko zależy od tego, jak będą wyglądały układy między mocarstwami. Nie mam zdolności profetycznych, by to przewidzieć. Na razie pewne kwestie eskalują, ale jeszcze nie w Polsce. Proszę spojrzeć na Francję czy Włochy, gdzie z różnych przyczyn ludzie wychodzą na ulice.
Jesteśmy świadkami przebudowy geopolitycznej świata. Skończył się jednobiegunowy świat, gdzie Ameryka była jedynym hegemonem. Nie wiemy, jak teraz rozłożą się strefy wpływów. A co do wojny – nikt nie chce specjalnie prowadzić otwartych działań zbrojnych. Widać już, że nie dają one zamierzonych efektów, czy w Iranie, czy na Ukrainie. Zastąpiły je działania poniżej progu wojny, które będą coraz bardziej uciążliwe dla społeczeństw. Spójrzmy chociażby na ceny ropy. W takim świecie obecnie, niestety, żyjemy.
Może to uciążliwe, ale nie zamieniłabym się z mieszkańcami Ukrainy.
Chińczycy mają powiedzenie, że lepsze jest 100 lat byle jakiego pokoju niż jeden dzień najlepszej wojny. Jest to cywilizacja o liczącej 4,5 tysiąca lat ciągłości państwa, więc chyba warto się nad tym zastanowić.
III Międzynarodowe Forum Infrastruktury Krytycznej
W Olsztynie w poniedziałek, 26 października obradowało III Międzynarodowe Forum Infrastruktury Krytycznej, podczas którego omawiano kwestię zagrożeń hybrydowych i podatności strategicznych, a także m.in. zabezpieczenie przed sabotażem portów, morskich farm wiatrowych i infrastruktury na dnie Bałtyku.
Jednym z patronów forum było „Zawsze Pomorze”.



Napisz komentarz
Komentarze